Prezydencka kancelaria przekazała, że pierwsze posiedzenie Sejmu Andrzej Duda zwołał na 13 listopada 2023 r. na godz. 12.00, a pierwsze posiedzenie Senatu – na 13 listopada 2023 r. na godz
Kolejną zaletą Ubera jest jego świetna obsługa. Kierowcy są profesjonalni i uprzejmi. Jasne, możesz natknąć się na nerwowego lub nieprofesjonalnego. Po zakończeniu jazdy masz okazję ocenić wydajność kierowcy. Firma sprawdza oceny, jakie otrzymują kierowcy. Jeśli oceny są niskie, kierowca będzie musiał opuścić firmę.
Subskrybuj kanał, aby nie przegapić nowych filmów! 🔔INSTAGRAM ️ https://www.instagram.com/wrestleonetv/TIKTOK ️ https://www.tiktok.com/@wrestleoneZOSTAŃ W
Tłumaczenia w kontekście hasła "plusy i minusy" z polskiego na hiszpański od Reverso Context: Oczywiście są tu plusy i minusy. Tłumaczenie Context Korektor Synonimy Koniugacja Koniugacja Documents Słownik Collaborative Dictionary Gramatyka Expressio Reverso Corporate
List Prezydenta RP Andrzeja Dudy Antologia Niepodległości - lista tekstów Adaptacja „Przedwiośnia” Uczestnicy akcji
letak tombol manual tv led sharp aquos. Piłkarze zielonogórskiego Lecha Sulmy zajęli wysokie, trzecie miejsce w grupie śląskiej. Przed sezonem wszyscy wzięliby tę lokatę w ciemno. Jednak po wspaniałej jesieni musiał pozostać pewien niedosyt. Grali wiosnąBramkarze: Robert Kitowicz (rocznik 1974) - 13 meczów (12 w pełnym wymiarze czasowym), Mirosław Kasprzak (83) - 2 (1), Andrzej Solecki (83) - 1(1); obrońcy: Przemysław Olejnik (76) - 9 (6), Przemysław Adamczak (80) - 13 (13), Wojciech Winograd (72) - 14 (14), Paweł Wojciechowski (84) - 7 (5), Piotr Czerniawski (72) - 12 (3) - 2 bramki; pomocnicy: Wojciech Pochylski (75) - 12 (8), Tomasz Iwanowski (76) - 14 (12) - 3, Łukasz Juszkiewicz (83) - 10 (4), Tomasz Malinowski (80) - 14 (7), Arkadiusz Jarymowicz (77) - 13 (8) - 1, Krzysztof Cierniak (78) - 2 (1), Piotr Domagała (82) - 10 (1), Janusz Bandosz (79) - 13 (2); napastnicy: Maciej Wysocki (78) - 14 (7) - 2, Radosław Bugaj (78) - 11 (8) - 1, Bartosz Cal (81) - 11 (7) - 1, Mariusz Ekiert (80) - 6 (1) - 1, Michał Kroczek (83) - 9 (1) - pierwszej rundzie drużyna prezentowała piękny, radosny futbol, grała ofensywnie, walczyła do końca i zasłużenie została mistrzem jesieni. Plusy i minusyWiosną prezentowała już mniej radosny futbol. Gra nie była już tak ładna, mecze nudniejsze, a zwycięstwa wymęczone. Mimo tego zielonogórzanie prawie do końca walczyli o awans. Ten fakt to na pewno plusy wiosny. Do minusów, oprócz mniej widowiskowej gry zaliczyć można przegrany mecz w Gliwicach z Piastem wokół którego narosło wiele kontrowersji, Szkoda, że szefostwo klubu nie starało się wyjaśnić jak tam w Gliwicach było i czemu niektórzy piłkarze nagle spisali się znacznie gorzej niż zwykle.... Kilku zawodników znacznie obniżyło lokaty. Jak się wydaje, nie można mieć większych pretensji do obrońców, a bardzo udanie wypadł Robert Kitowicz, który w kilku meczach uratował zespołowi wynik. Kibiców jak na lekarstwoBolączką klubu w odróżnieniu od innych lubuskich zespołów trzecioligowych jest brak fanów na trybunach. O ile w ostatnich meczach jesieni rozczarowani do futbolu zielonogórscy kibice zaczęli przychodzić na stadion (ponad tysiąc widzów w listopadowych meczach z Piastem i Górnikiem MK), o tyle pierwsze wiosenne zremisowane albo wygrane po słabej grze mecze, znów odstraszyły kibiców. Pod koniec rundy wiosennej ówczesnego wicelidera znów oglądało około 300 osób, a więc tych którzy przyjdą zawsze, w każdych warunkach i niezależnie od ligi. Wiosna nie sprzyjała budowaniu więzi miedzy zespołem i kibicami, a przecież szczególnie w Zielonej Górze po latach radosnej twórczości działaczy są one nadwątlone. To był dobry sezon- Ten sezon był dla nas bardzo udany - powiedział trener Marek Czerniawski. - Owszem, wiosną może nie graliśmy tak efektownie jak jesienią. Jednak wiosna rządzi się swoimi prawami, a my w starciu z takimi potentatami jak Piast, czy Zagłębie mieliśmy małe szanse. Do tego dodajmy jeszcze kontuzje Cierniaka, Borowskiego, Pochylskiego, Juszkiewicza czy Bugaja i będziemy mieli odpowiedź czemu graliśmy mniej efektownie. Trzecie miejsce to sukces naszego zespołu. Zbieraliśmy zewsząd opinie, że jesteśmy najlepiej technicznie grającym zespołem. To bardzo miłe. Sukcesem jest też wprowadzenie do kadry do lat 20 aż trzech zawodników. To znakomity przykład dla pozostałych. Pokazuje, że także z Zielonej Góry można trafić do kadry. Co dalej? Trudno powiedzieć. Działacze postanowią jaki będzie budżet. W zależności od niego będziemy robić plany. Niezależnie od tego co postanowią szefowie Lecha Sulmy mnie interesuje tylko czołówka tabeli i granie o najwyższe lokaty. Przeciętność, walka w środku stawki? To nie dla mnie. Chcę to wpoić swoim zawodnikom. Trudno mi mówić o personaliach. Na pewno może ktoś odejść. Naszymi kadrowiczami z U-21 interesują się pierwszoligowe kluby, być może z kogoś sami zrezygnujemy. Cieszę się ze współpracy z LSPM i UKP. To bardzo dobry prognostyk dla naszego klubu i zielonogórskiego futbolu. Reasumując. Mogę być zadowolony z postawy swego zespołu w trzeciej Nie gorzej, a może jeszcze lepiejTyle trener. Trudno się nie zgodzić z jego oceną. Szkoleniowcowi zapewne nie wypadało mówić o sobie, ale te rozgrywki to też jego duży sukces. Przecież debiutował i wielu uważało, że sobie może nie poradzić. Dał radę, stworzył dobry walczący i nieźle rozumiejący się zespół. I choć trzy ostatnie kolejki (zaledwie jeden zdobyty punkt) obniżyły nieco ocenę, nie sposób nie stwierdzić, że sezon 2002/2003 był udany. Miejmy nadzieję, że w kolejnym zespół pod wodzą M. Czerniawskiego nie tylko nie obniży lotów ale będzie jeszcze lepszy.
— Moim zdaniem ten projekt to przykład poszukiwania rozwiązania politycznego, a nie praktycznego i merytorycznego — mówi szef sejmowej komisji zdrowia z PiS Projekt zaczął umierać krótko po tym, gdy został złożony w Sejmie Z informacji Onetu wynika też, że pierwotny pomysł był inny niż ten prezydencki i zrodził się w Kancelarii Premiera. Miała powstać ustawa wyliczająca konkretne przypadki wad płodu, których stwierdzenie pozwoliłoby na przerwanie ciąży. KPRM ubiegł jednak prezydent — Nie trzeba specjalnych uregulowań prawnych. Ochrona zdrowia i życia matki jest przesłanką obowiązującą i nic się nie zmieniło — mówi poseł PiS Więcej informacji znajdziesz na stronie głównej "Wyrok zapadł dawno" Nasz rozmówca z PiS nie chce wypowiadać się pod nazwiskiem. To osoba, która dobrze zna kulisy wydarzeń sprzed roku. – Z całym szacunkiem dla pana prezydenta, ale ten projekt realnie nic nie zmieniał na plus, a jedynie jeszcze bardziej komplikował cały problem. Wyrok na ten pomysł, o ile wiem, zapadł już na samym początku. Czyli rok temu – słyszymy. Kolejność wydarzeń była następująca. 22 października 2020 r. trybunał Julii Przyłębskiej wydaje wyrok dotyczący aborcji. Likwiduje możliwość przerywania ciąży ze względu na trwałe i nieodwracalne uszkodzenie płodu. Decyzja wywołuje masowe protesty w całym kraju. Na ulice wylegają tysiące ludzi nie tylko w dużych miastach, ale i małych miejscowościach. 28 października w Polsat News występuje prezydent Andrzej Duda. Mówi, że z wyroku na początku się ucieszył, ale jednocześnie, że spodziewał się, iż "trybunał zostawi czas na to, by przepisy zostały doprecyzowane". Zapewnia, że "rozumie protestujące kobiety". Głos zabiera też Agata Kornhauser-Duda: - Czy każdy jest zdolny do heroizmu? Czy kobiety muszą być zmuszane do heroizmu? Mam tutaj wątpliwości – stwierdza żona prezydenta. Swój wpis na ten temat zamieszcza nawet Kinga Duda, córka pary prezydenckiej: "Wierzę, że zgodnie z moimi osobistymi przekonaniami, ja nie zdecydowałabym się na przerwanie ciąży. Nie uważam jednak, że inne kobiety mają myśleć i działać w taki sam sposób jak ja. Każdy człowiek ma wolną wolę" – pisze. Andrzej Duda 30 października 2020 r. składa w Sejmie swój – jak mówi – kompromisowy projekt, który ma łagodzić skutki wyroku TK. Zgodnie z tą inicjatywą, aborcja byłaby możliwa w przypadku wystąpienia tzw. wad letalnych (ciężkie zaburzenia rozwojowe, które pośrednio lub bezpośrednio prowadzą do śmierci płodu lub noworodka). Przerwanie ciąży w tym wariancie nie byłoby możliwe w przypadku wystąpienia innych wad rozwojowych, np. zespołu Downa. 3 listopada marszałek Sejmu kieruje projekt do pierwszego czytania w komisjach sprawiedliwości i praw człowieka, a także w komisji zdrowia. Zapomniany projekt Od tego czasu w sprawie nic się nie wydarzyło. Dzwonimy do przewodniczącego komisji zdrowia Tomasza Latosa z PiS. Poseł przypomina, że ze względu na przepisy pandemiczne, to marszałek Witek przez kilka miesięcy decydowała o zwołaniu posiedzeń komisji. Od kilku miesięcy jednak to ich szefowie z powrotem mają wolną rękę. – Proszę pamiętać, że tutaj dwie komisje muszą skoordynować swoje prace. Poruszamy tutaj istotne kwestie prawne, zatem udział komisji sprawiedliwości jest jak najbardziej uzasadniony – tłumaczy Latos. Dalsza część artykułu znajduje się pod materiałem wideo Z jego słów można jednak wysnuć wniosek, że nie jest entuzjastą prezydenckich zmian. – Moim zdaniem ten projekt to przykład poszukiwania rozwiązania politycznego, a nie praktycznego i merytorycznego. Bo w praktyce wciąż obowiązuje przepis, iż bezwzględnie chronione jest życie i zdrowie kobiety. I to moim zdaniem jest wystarczające. Nic się tutaj nie zmieniło – słyszymy od posła PiS. Podobnie uważa przewodniczący komisji sprawiedliwości, poseł Marek Ast (również z PiS). – Stan prawny, który jest, nie wyklucza aborcji ze względu na ochronę życia i zdrowia kobiety. Być może jest potrzebne jakieś doprecyzowanie, ale to już jest kwestia dyskusji. Jeśli odbyłoby się posiedzenie komisji, byłaby szansa przeanalizowania, czy prezydenckie zmiany są potrzebne, czy można je ewentualnie poprawić – przekonuje parlamentarzysta. Ast zrzuca jednak odpowiedzialność na Latosa: – Wiodąca tu jest komisja zdrowia, a nie komisja sprawiedliwości. Jeśli z tamtej strony będzie jakaś propozycja, to na pewno uzgodnimy odpowiedni termin. Potrzebujemy przede wszystkim ekspertyz dotyczących sfery medycznej. Zatem czekamy na sygnał – stwierdza. Tyle że ekspertyzy były zamówione już rok temu. Zrobił to wspomniany przewodniczący komisji zdrowia. Eksperci Biura Analiz Sejmowych ostatecznie jednak odmówili, zasłaniając się wówczas brakiem publikacji wyroku TK i uzasadnienia. Mimo iż wyrok wraz z uzasadnieniem został opublikowany 27 stycznia tego roku, opinie nie powstały. Sprawa umiera Ale sprawa zaczęła umierać już wcześniej. 21 grudnia 2020 r. Ryszard Terlecki mówił w Sejmie: – Uważam, że Trybunał Konstytucyjny rozstrzygnął wątpliwości, więc już nie jest potrzebny dodatkowy element w postaci tej ustawy, ale poczekamy na orzeczenie, na jego opublikowanie – stwierdził. Z informacji Onetu wynika też, że pierwotny pomysł był inny niż ten prezydencki i zrodził się – jak twierdzą nasi informatorzy – w Kancelarii Premiera. Miała powstać ustawa wyliczająca konkretne przypadki wad płodu, których stwierdzenie pozwoliłoby na przerwanie ciąży. KPRM ubiegł jednak prezydent, który złożył w Sejmie swój projekt. Szybko jednak okazało się, że inicjatywa nie znajdzie większości w klubie PiS dlatego, że proponowane przez Dudę przepisy zostały uznane za zbyt ogólne. Poza tym do Jarosława Kaczyńskiego zaczęli pielgrzymować ultrakonserwatywni parlamentarzyści PiS, którzy sprzeciwiali się jakiemukolwiek rozmywaniu wyroku. Te głosy były żywe również po jego publikacji. – Moim zdaniem uzasadnienie jest sprzeczne z wyrokiem. Każdy będzie mógł interpretować orzeczenie jak chce – mówi nam wtedy parlamentarzysta PiS bliski aktywnej w partii grupie pro-life. Jeszcze wcześniej środowiska antyaborcyjne przypuściły atak na Andrzeja Dudę za jego projekt. "W ciągu ostatnich 30 lat żaden polski polityk nie zawiódł swoich wyborców tak dalece i w sposób tak haniebny jak Andrzej Duda" - napisali w liście do prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego członkowie Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka, którego treść została opublikowana na stronie internetowej Radia Maryja. Takie głosy sprawiły, że na Nowogrodzkiej zapadła decyzja, by nie grzęznąć w długim i żmudnym, a nade wszystko ryzykownym procesie legislacyjnym w parlamencie. Stąd wybór wariantu z tak napisanym uzasadnieniem wyroku TK, które pozwoliłoby na pozostawienie pewnej furtki. Sygnał do takiej korekty dał pod koniec ubiegłego roku sam Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej”, w którym na pytanie o legalność aborcji w przypadku stwierdzenia wady letalnej stwierdził: – To jest sprawa do dyskusji, ale to raczej należy do tego przepisu, którego nie uchylono, mówiącego o zagrożeniu dla życia i zdrowia matki – powiedział prezes PiS. W tym samym wywiadzie dał do zrozumienia, że sejmowej większości dla pomysłu Andrzeja Dudy nie będzie. - Ten projekt to była akcja reklamowa pana prezydenta. Jak widać, nawet on sam nie miał zapału do tej inicjatywy - słyszymy dziś w PiS. Kancelaria Prezydenta: Projekt? Jaki projekt? Już w marcu tego roku ówczesny rzecznik prezydenta nie wykazywał specjalnego zainteresowania tematem: – Parlament pochyla się nad inicjatywami prezydenckimi w sposób, jaki uważa za stosowny. To wyłączna kompetencja Sejmu, kiedy rozpoczyna pracę nad poszczególnymi projektami ustaw – powiedział Błażej Spychalski w Radiu Plus. Tydzień temu w programie "Kawa na ławę" w TVN24 pytany o tę sprawę był prezydencki doradca Paweł Sałek: – To już trzeba byłoby zapytać stronę parlamentarną – odbił piłeczkę. Przekonywał też, że "pan prezydent nie jest członkiem obozu rządzącego". Zaznaczył, że Andrzej Duda odszedł z PiS-u, gdy objął urząd głowy państwa. Dodał, że "prezydent ma gruntowane poglądy w zakresie ochrony życia ludzkiego". Kancelaria Prezydenta nie odpowiedziała na pytania Onetu. Pytamy posła PiS, czy po tym, co wydarzyło się w Pszczynie, temat zmian w prawie nie powinien jednak wrócić. – Nie trzeba specjalnych uregulowań prawnych. Ochrona zdrowia i życia matki jest przesłanką obowiązującą i nic się tu nie zmieniło. Przecież gdyby ktoś dokonał usunięcia ciąży z wadą na podstawie przesłanki o ochronie życia i zdrowia matki, to wyobraża pan sobie, że jakikolwiek sąd by go za to skazał? – słyszymy. Kiedy pytamy naszego rozmówcę o "efekt mrożący", czyli obawę lekarzy o stosowanie obecnych przepisów, odpowiada: – Zawsze będą lekarze, którzy czymś się będą zasłaniać. Cieszymy się, że jesteś z nami. Zapisz się na newsletter Onetu, aby otrzymywać od nas najbardziej wartościowe treści. (mba)
Jak każdy model logistyczny dropshipping posiada zarówno wady, jak i zalety, do których zaliczyć możemy znacznie większą bazę towarową czy wyeliminowanie konieczności magazynowania produktów. W poprzednich wpisach poradnika ABC Dropshippingu w sprzedaży internetowej poruszyłem to, czym jest dropshipping, jaka jest różnica między dropshippingiem a pośrednictwem, a także jak i kiedy narodził się ten model logistyczny. Nadszedł zatem czas, aby przybliżyć nieco zalety dropshippingu w sprzedaży wysyłkowej. Zalety dropshippingu w sprzedaży wysyłkowej, przy wykorzystaniu bazy towarowej dostawców to Zwiększenie oferty produktowej Zwiększenie oferty produktowej bez konieczności dokonywania inwestycji towarowych jest jedną z większych korzyści, które niesie dropshipping. Dzięki integracji systemu, na którym bazuje sklep internetowy z systemem magazynowym dostawcy, zyskujemy wirtualny dostęp do produktów, które oferuje np. hurtownia. Pozwala to na szybkie zatowarowanie półek e-sklepu, a tym samym szybki start nowego przedsięwzięcia bez konieczności inwestycji w asortyment. Zwiększenie konkurencyjności Dzięki dostępowi do szerokiej bazy produktowej zyskujemy możliwość szybkiego dostosowywania się do potrzeb płynących z rynku, okresowych trendów, etc. Jest to szczególnie istotne w przypadku towarów sezonowych, tudzież produktów, na które wpływ ma panująca w danym okresie moda (ubrania, kosmetyki, etc). Możliwość szybkiej zmiany oferowanego asortymentu Jeśli nasz e-biznes – a dokładniej oferowany przez nasz sklep asortyment – okaże się nietrafiony, nie musimy odsprzedawać go w zaniżonych cenach, aby odzyskać środki, a także usilnie kontynuować nierentownego przedsięwzięcia. Wystarczy “wymienić” oferowany asortyment poprzez usunięcie produktów ze sklepu i integrację z innym dostawą. Wadą jest tu jednak ewentualna utrata pozycji w wyszukiwarkach, w przypadku całkowitej zmiany branży. Przyśpieszenie procesu realizacji zamówień Jest to niezwykle istotny czynnik, na który powołuje się większość ankietowanych konsumentów. Wpływ szybkości dostawy na decyzje zakupowe jest nieoceniony. Dzięki dropshippingowi nie musimy sprowadzać zamówionego przez klienta asortymentu, aby następnie nadać go klientowi. Dostawca wyśle go bezpośrednio do konsumenta, gdy tylko otrzyma od Ciebie stosowne zlecenie. Szybkość realizacji zamówienia jest niezwykle istotną kwestią w e-handlu i zdecydowanie możemy zaliczyć ją do zalet dropshippingu. Brak konieczności zwiększania zespołu Kolejną zaletą dropshippingu jest brak konieczności zatrudniania nowych osób, które byłyby odpowiedzialne za pakowanie i wysyłkę produktów. Jest to niezwykle istotne, jeśli dopiero zaczynamy nasz e-biznes. Konieczność stworzenia we własnym przedsiębiorstwie działu odpowiedzialnego za logistykę i wysyłkę wiąże się z kosztami, które głównie w początkowej fazie firmy, mogą zaważyć o jej dalszych losach. Wyeliminowanie kosztów Prócz eliminacji kosztów personalnych dropshipping redukuje do minimum opłaty, które musimy ponosić w przypadku własnej bazy produktowej. Stosując dorpshipping nie musimy bowiem wynajmować powierzchni magazynowej. Brak konieczności zawierania umów z przewoźnikami i zmniejszenie kosztów dostawy Dzięki efektowi skali dostawca może wynegocjować lepsze ceny dostawy towarów u przewoźników, a tym samym my możemy zaoferować niższe koszty dostawy swoim klientom. Jeśli nie posiadamy dużej sprzedaży i nie wysyłamy miesięcznie setek lub tysięcy paczek, przewoźnicy nie zaoferują nam naprawdę konkurencyjnej oferty. Koszt dostawy jest niezwykle ważnym czynnikiem decyzyjnym wśród konsumentów. Jego obniżenie to kolejna z zalet dropshippingu. Możliwość skupienia się na głównym profilu działalności Dzięki zastosowaniu dropshippingu w naszym sklepie internetowym, możemy skupić się wyłącznie na jego promocji i samej sprzedaży oraz obsłudze klienta. Ten aspekt ma spoty wpływ na koszty, które ponosimy, prowadząc nasz e-biznes. Wymienione powyżej zalety drophippingu są największymi korzyściami, które osiągamy dzięki stosowaniu zarówno bazy towarowej wielu dostawców, jak i samego oddelegowania wysyłki produktów do dostawcy. Wiele zależy jednak od samej branży i realnych korzyści może być znacznie więcej. Zajmijmy się teraz wadami, którymi niewątpliwie także obarczony jest dropshipping.
Wady letalne są diagnozowane na późnym etapie ciąży. Nauka dowodzi, że dziecko odczuwa ból od 7 tygodnia od momentu poczęcia. Zatem dzieci, które byłyby zabijane w wyniku tzw. aborcji, są duże i czują ból. To barbarzyństwo, którego należy uniknąć – powiedział Wojciech Zięba, prezes Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka, w audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja. Polskie Stowarzyszenie Obrońców Życia Człowieka skierowało list do prezydenta Andrzeja Dudy w sprawie projektu ustawy dopuszczającej przerywanie życia dzieci z podejrzeniem wad letalnych. Jego treść można przeczytać [tutaj]. – Prawo, które zostało wprowadzone po wyroku Trybunału Konstytucyjnego, jest dobre. Natomiast w chwili, gdy została uchylona możliwość dokonywania tzw. aborcji na dzieciach podejrzewanych o niepełnosprawność, na polskich ulicach rozpoczęło się piekło. W tym okresie prezydent Andrzej Duda wystąpił z projektem ustawy, który zakłada możliwość dokonywania tzw. aborcji dzieci podejrzewanych o wadę letalną. Chodzi o sytuacje, kiedy lekarz z dużym prawdopodobieństwem stwierdza, że dziecko umrze w czasie ciąży lub po narodzeniu. Paradoksem jest, że zespół Downa jest wadą letalną – powiedział Wojciech Zięba. Gość Radia Maryja zaznaczył, że „prezydencka propozycja nikogo nie zadowoli. Zwolennicy tzw. aborcji chcą jej na życzenie, a obrońcy życia będą twardo stali na straży każdego życia i obowiązującej konstytucji”. – Propozycja Andrzeja Dudy nie zyskała poparcia żadnej ze stron, ale wciąż jest złożona. W ostatnim czasie prezydent wykazał się odwagą i pokazał, że potrafi być mężem stanu, podpisując ustawę zabezpieczającą mienie bezspadkowe. To skłoniło nas do tego, by zaapelować do niego, aby wycofał się z nieszczęsnej ustawy. Prezydent RP jest zobowiązany strzec polskiej konstytucji. Skoro ta mówi jasno, że każdy ma prawo do ochrony życia i godności, a życie człowieka rozpoczyna się w momencie poczęcia, (…) zatem prezydent nie może zgłaszać projektów ustawy sprzecznych z konstytucją – zaznaczył rozmówca Radia Maryja. – Liczymy, że Andrzej Duda stanie na wysokości zadania i wycofa projekt ustawy. Rozwiązanie kompromisowe jest skazane na porażkę. Nikt go nie podchwycił, ale sieje ferment i pokazuje złą drogę. Powinno dążyć się do całkowitej ochrony ludzkiego życia, bez względu na jego stan – dodał. Prezes Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka wskazał, że projekt ustawy złożony przez Andrzeja Dudę „to tzw. aborcja Przy niej znowu niektóre przypadki będą podciągane do wady letalnej”. – Trzeba jasno podkreślić, że wady letalne są diagnozowane na późnym etapie ciąży. To duże dzieci. Nauka dowodzi, że dziecko odczuwa ból od 7 tygodnia od momentu poczęcia. Zatem dzieci, które byłyby zabijane w wyniku tzw. aborcji, są duże i czują ból. (…) To barbarzyństwo, którego należy uniknąć. Współczesna nauka jest w stanie zabezpieczyć dziecko ciężko chore przed bólem. Jeżeli ono jest w łonie matki, nie czuje bólu (związanego z chorobą – red.), natomiast potem dzieci ciężko chore, które mogą umrzeć niedługo po narodzeniu, mogą otrzymać środki przeciwbólowe. W ten sposób zabezpieczy się je, by w sposób godny i bez bólu mogły odejść. To także bardzo ważny czas dla rodziców, dzięki któremu mogą pożegnać się z dzieckiem – powiedział gość „Aktualności dnia”. Cała rozmowa z Wojciechem Ziębą dostępna jest [tutaj]. Źródło: About the Author: FUNDACJA JZN
Sejm pracuje nad rządową ustawą o obronie ojczyzny, która wprowadza zmiany w organizacji i finansowaniu armii. Opozycja i doświadczeni generałowie nie mówią „nie”, ale zgłaszają uwagi. O ustawie mówią nam generałowie Mieczysław Gocuł i Mirosław Różański oraz b. szef MON Janusz Zemke Pracę dla ustawą Sejm zaczął w czwartek 3 marca. Podczas debaty żadna partia nie wyraziła sprzeciwu wobec projektu, obecnie prace nad ustawą toczą się w sejmowej komisji obrony. Rząd projekt ustawy o obronie ojczyzny przyjął 22 lutego 2022 roku, a już trzy dni później projekt był miał już w Sejmie nadany numer druku. Z uwagi na wojnę w Ukrainie o pilne przyjęcie ustawy prosił prezydent Andrzej Duda. W podobnym tonie wypowiadał się lider PO Donald Tusk, który mówił, że ustawa powinna być uchwalona przez aklamację. Ale pod warunkiem, że będzie to „mądra i dobra ustawa”. Rządowy projekt jest bardzo obszerny. To aż 521 stron! Same przepisy liczą 449 stron. Posłowie będą mieli mało czasu na analizę zmian i skutków, jakie ona wywoła. Tym bardziej, że zmienia się szereg przepisów w innych ustawach, uchyla się też aż 14 ustaw, które regulowały kwestie objęte obecną ustawą. Poza tym wiele szczegółowych kwestii ma być uregulowanych potem w rozporządzeniach Rady Ministrów i Ministra Obrony Narodowej. A są głosy – nie tylko Tuska – że rządowy projekt zawiera nie tylko dobre rozwiązania, ale też negatywne, z których trzeba w obecnej sytuacji zrezygnować lub je poprawić. Mówi o tym były minister obrony narodowej w rządzie SLD w latach 2001-2005 Janusz Zemke, były Dowódca Generalny Rodzajów Sił Zbrojnych w latach 2015-2016 generał broni Mirosław Różański, były szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego w latach 2013-2017 generał Mieczysław Gocuł. Ich opinie zamieszczamy w dalszej części tekstu. Do rządowego projektu liczne, krytyczne uwagi zgłosiły nawet podległe PiS ministerstwa, w szczególności finansów, czy koordynator służb specjalnych i minister zdrowia. Też piszemy o nich w dalszej części tekstu. PiS armię widzi wielką Rządowy projekt był w założeniu odpowiedzią PiS na wzrost napięć na wschodniej granicy, jest procedowany w momencie imperialnej agresji Rosji na Ukrainę. Założenia ustawy zostały ogłoszone w październiku 2021 roku przez Jarosława Kaczyńskiego (prezes PiS jest też wicepremierem odpowiedzialnym za bezpieczeństwo narodowe) i szefa MON Mariusza Błaszczaka. Wojna na Ukrainie przyspieszyła przyjęcie projektu przez rząd i skierowanie go do Sejmu. Opozycja dopiero teraz może zgłosić do niego uwagi. Generalnie pomysł Kaczyńskiego i Błaszczaka jest taki, że licząca dziś 144 tysiące żołnierzy armia ma być dwa razy większa. Dziś służy 111,5 tysięcy żołnierzy zawodowych i 32 tysiące w Wojskach Obrony Terytorialnej. A ma być 250 tys. żołnierzy zawodowych i 50 tysięcy w WOT. W tym celu ustawa zawiera dodatkowe zachęty finansowe i socjalne by przyciągnąć do wojska mężczyzn. Nowo wstępujący ochotnik – bo na takich liczy rząd – z najniższym stopniem szeregowego, ma dostawać na początek ok. 4 tysiące złotych brutto. Dla służących dłużej w armii, a rozważających przejście do cywila lub na emeryturę, będą dodatki motywacyjne do 2,5 tys. złotych. Rząd chce też ściągnąć do armii studentów specjalistycznych kierunków. Proponuje im szkolenia w Legii Akademickiej, a nawet stypendia na sfinansowanie studiów, które będzie trzeba potem odpracować pięcioletnią służbą w wojsku. Żołnierze mają też leczyć się bez kolejki w placówkach w podległych Ministerstwu Obrony Narodowej. Co wywołało sprzeciw Ministra Zdrowia, który przypomniał, że w Polsce jest równy dostęp do leczenia. Ustawa nie przewiduje przywrócenia powszechnego poboru, ale zakłada przepisy o obowiązkowej służbie wojskowej. Rząd z tych przepisów będzie mógł skorzystać w sytuacjach kryzysowych. Projekt przewiduje też powstanie nowego rodzaju wojsk do zwalczania cyberprzestępczości. Do tej formacji łatwiej będzie się dostać, bo jej głównym zadaniem będzie działalność w internecie. Wraz z podwojeniem stanu liczebnego wojska, rząd chce też zwiększyć wydatki na armię oraz na jej modernizację. W 2021 roku z budżetu na wojsko wydano 2,2 procent polskiego PKB, czyli 51,8 miliardów złotych. Rząd proponuje, by ten wskaźnik podnieść do 2,5 procent PKB już w 2024 roku. Czyli przy dzisiejszych wskaźnikach ekonomicznych byłoby to 65,5 miliarda rocznie. Jednak podczas debaty sejmowej w czwartek 3 marca, wicepremier Kaczyński już zapowiedział, że zostanie złożona poprawka, wedle której wydatki wojskowe mają wynieść 3 proc. PKB już w przyszłym roku. Wydatki budżetowe nie będą jedyne. Rząd chce dofinansować armię sprzedażą udziałów w spółkach przemysłu obronnego, ale przede wszystkim chce utworzyć specjalny Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych. Fundusz ma działać przy Banku Gospodarstwa Krajowego. Fundusz ma wesprzeć modernizację wojska i ma być zasilany środkami ze sprzedaży obligacji (może je emitować BGK) i papierów wartościowych, darowiznami, spadkami, czy środkami ze sprzedaży zbędnego mienia wojskowego. Rozliczenia z funduszem będzie prowadził minister obrony narodowej i to on będzie akceptował wydatki. Projekt ustawy przewiduje jeszcze jedną możliwość, która ma pomóc modernizować armię. Przez kilka państwowych podmiotów jak Agencja Rozwoju Przemysłu, Polski Fundusz Rozwoju, czy spółki obronne, wojsko będzie mogła brać sprzęt w leasing. Zgodę na to będzie dawać minister obrony narodowej. Eksperci krytykują formułę Funduszu, bo jego wydatki będą poza kontrolą parlamentu. Więcej władzy WOT, wojsko zajrzy do danych obywateli Rządowy projekt wzmacnia pozycję Wojsk Obrony Terytorialnej. Ma być ich więcej i nadal będą podlegać nie pod dowództwo armii, tylko pod ministra obrony narodowej. WOT dostanie też nowe uprawnienia do koordynowania zarządzania kryzysowego. Dla przykładu. Jeśli powtórzy się kryzys uchodźczy na granicy, to WOT będzie kierował zabezpieczeniem granicy. Podobnie będzie przy walce ze skutkami kataklizmów. Eksperci krytykują to rozwiązanie, bo to formacja bez doświadczenia w kierowaniu zawodowymi jednostkami wojskowymi, które będą brać udział w takich akcjach. Wskazuje się, że wzmacniane WOT zaczyna upodabniać się do jednostki nadwiślańskiej, która podlegała pod MSWiA. Ta jednostka była traktowana jako wojska wewnętrzne, do dyspozycji rządu. Została rozwiązana w 2001 roku. Najwięcej emocji wojskowych ekspertów budzi pomysł likwidacji obecnych wojewódzkich sztabów wojskowych i 56 wojskowych komend uzupełnień (WKU). Zajmują się one rekrutacją do wojska. Ma je zastąpić Szef Centralnego Wojskowego Centrum Rekrutacji oraz 16 centrów regionalnych. Rząd przekonuje, że ma to usprawnić rekrutację do wojska. Ale eksperci uważają, że robienie teraz tak dużej reorganizacji wywoła chaos. Są spekulacje, że w ten sposób zwolni się baza lokalowa i infrastruktura zajmowana dziś przez WKU, która będzie mogła być przekazana WOT. W projekcie ustawy znajdują się też ogólne zapisy, które rodzą ryzyko nadużyć. Na przykład artykuł 10 daje „organom wojskowym” prawo do przetwarzania danych obywateli uzyskanych „ze zbiorów danych prowadzonych przez inne służby, instytucje państwowe oraz organy władzy publicznej”. Wojsko te dane może pozyskiwać niejawnie za pomocą łącz internetowych, bez konieczności składania wniosku. Nie będzie problemu jeśli pozyska tylko dane na potrzeby prowadzenia ewidencji wojskowej, w której są dane poborowych, czy rezerwistów. Ale wątpliwości ma nawet koordynator służb specjalnych. W jego imieniu uwagi złożył Stanisław Żaryn, który ostrzega, ze przepis jest zbyt ogólny i daje wojsku szerokie uprawnienia. „W świetle tego przepisu mogą one żądać przekazania dosłownie każdej informacji przez dosłownie każdy podmiot publiczny. Przy czym obowiązek ten nie jest ograniczony żadnymi warunkami ani faktycznymi ani prawnymi” – ostrzega Żaryn w piśmie, jakie złożył w ramach uzgodnień rządowego projektu. Dodaje: „Przepis nie wskazuje, iż uprawnienie to będzie realizowane wyłącznie w ramach zdefiniowanych zadań organów wojskowych, a w konsekwencji jest on nad wyraz ogólny. Nie stawia on także żadnych wymogów po stronie organów wojskowych, które powinny zostać spełnione aby można było żądać przekazania stosownych informacji”. Żaryn ostrzega, że w ten sposób wojsko będzie mogło żądać wrażliwych informacji np. od wywiadu, nie tłumacząc, po co one są mu potrzebne. Kto będzie współpracował z wojskiem? Ustawa reguluje też współpracę z organizacjami pro-obronnymi. MON będzie mógł podpisać z nimi umowę na rzecz wzmocnienia bezpieczeństwa państwa. A ich członkowie będą mogli przejść 28 dniowe szkolenie i przejść po tym szkoleniu do aktywnej rezerwy. Wojsko będzie mogło też tym organizacjom udostępniać swoją infrastrukturę. Ryzyko nadużyć powoduje również artykuł 11 projektu. Daje on siłom zbrojnym prawo do używania środków przymusu bezpośredniego oraz broni podczas realizacji zadań „ochrony niepodległości państwa, niepodzielności jego terytorium oraz zapewnienia bezpieczeństwa i nienaruszalności jego granic”. Przepis można byłoby wykorzystać przeciwko obywatelom, dziennikarzom, czy organizacjom pozarządowym, które aktywnie pomagały migrantom i uchodźcom przy granicy z Białorusią. Do tej pory legitymować i zatrzymywać mogła tam legalnie policja. Teraz będzie mogło to robić wojsko, czy WOT. Zemke: Likwidacja WKU to chaos zapytało o opinie na temat projektu ustawy o obronie ojczyzny osoby, które znają się na wojsku. Były minister obrony w rządzie SLD Janusz Zemke mówi, że w ustawie są rzeczy pozytywne. Zemke wylicza: „Są rozwiązania uatrakcyjniające służbę wojskową i stabilizujące kadrę, np. są korzystniejsze rozwiązania mieszkaniowe, dodatki dla żołnierzy długoterminowych. Jest też szansa do rozwoju poziomego w korpusie szeregowych, bo wprowadza się nowy stopień wojskowy starszego szeregowego specjalisty. Dobre są też rozwiązania dla rezerwy. Na plus jest też dobrowolna służba wojskowa”. Ale Zemke widzi też negatywne pomysły w rządowym projekcie. I je wylicza: „Niepokoi mnie obniżenie roli sztabu generalnego, pewne kompetencje przechodzą na ministra obrony narodowej. To ryzykowne. Niepokoi mnie też próba przebudowy systemu rekrutacji, czyli likwidacja wojewódzkich sztabów wojskowych i wojewódzkich komend uzupełnień. Będzie bałagan i forsowanie tego w momencie wojny w Ukrainie nie jest dobrym pomysłem. Zamiast likwidacji WKU, wystarczy je wzmocnić. Ich siłą jest to, że są w kontaktach z lokalnymi władzami”. Dalej Zemke: „Powołuje się nowy Fundusz przy BGK, który będzie miał duże wydatki. Rozumiem, że jesteśmy w nadzwyczajnej sytuacji, ale pozostawanie tylko ministrowi obrony narodowej decyzji o wydawaniu miliardów jest ryzykowne. To ma być poza kontrolą parlamentu”. Janusz Zemke ma też uwagi do możliwości leasingowania sprzętu przez wojsko. Bo na tym jego zdaniem zarobi głównie podmiot leasingujący i to będzie generować kolejne wydatki. Zemke pyta też o efektywność planowanych większych wydatków na wojsko. Gen. Różański: To nie jest czas na rewolucję w wojsku Bardziej krytyczny wobec rządowego projektu o obronie ojczyzny jest generał broni Mirosław Różański, były Dowódca Generalny Rodzajów Sił Zbrojnych w latach 2015 – 2016. Mówi „Ta ustawa to kompilacja obecnych ustaw. To jest kakofonia dotychczasowych regulacji złożonych w jeden dokument. Ta ustawa ma dwa przesłania. Ma zachęcić młodych do służby w wojsku i stworzyć warunki, by ludzie z wojska nie odchodzili. By dalej w nim służyli. Wprowadzenie dobrowolnej zasadniczej służby – najpierw 28 dni szkolenia, a potem 11 miesięcy szkolenia specjalistycznego – to nie jest zły pomysł. Ale budzi wątpliwości”. Różański tłumaczy: „Projekt dopuszcza, że do służby będą mogli wstąpić obywatele z podstawowym wykształceniem. I od pierwszego miesiąca taki aplikujący do wojska dostanie uposażenie równe najniższemu uposażeniu szeregowego [ok. 4 tys. zł – red.]. Takie rozwiązanie nie daje jednak gwarancji związania takiej osoby z wojskiem, bo może to być traktowane jako cel socjalny, profit finansowy. Ustawa też premiuje finansowo studentów, zrównując ich status materialny z żołnierzami zawodowymi. Nie wszystko da się kupić pieniędzmi”. Generał Różański krytykuje zmianę modelu rekrutacji: „Chce się zrobić centra rekrutacyjne. To na siłę zmienianie szyldu. Obecna administracja powinna zostać, bo ona jest związana z mobilizacją. Jeśli chce się usprawnić rekrutację, minister może to zrobić decyzją. Nie rozumiem po co ta reorganizacja”. Generał wypowiada się również krytycznie o nowym modelu finansowania sił zbrojnych. Mówi: „Nie rozumiem, dlaczego wydatki chce się wyprowadzić poza budżet państwa, do Funduszu, którego wpływy będą zależne od koniunktury gospodarczej. Aktywa Funduszu będą nieprzewidywalne. A co, jeśli będzie tąpnięcie w gospodarce? Pieniądze będą lub nie. A przy planowaniu wydatków w okresie 15-letnim, co przewiduje projekt, ma to znaczenie. Z kolei wprowadzenie leasingu to obejście prawa zamówień publicznych. Do wojska będzie można wprowadzać system uzbrojenia nie podlegający procedurze potrzeb. Tylko ktoś się zgłosi i coś zaproponuje. To potencjalne pole do działań korupcjogennych”. Generał Różański uprzedza, że rządowy projekt uchwalony bez poprawek może wywołać podobny skutek jak Polski Ład w podatkach. Podkreśla: „Będzie zamieszanie i dużo niewiadomych. A żyjemy w czasach realnego zagrożenia. Przeprowadzanie teraz rewolucji może doprowadzić do chaosu. Ja bym rekomendował prace nad tą ustawą, bo wcześniej nie była ona konsultowana przez opozycję, ekspertów. Zrobiono to we własnym gronie i teraz mamy szantaż moralny, by ją szybko uchwalić. To nie ten czas i pora, by taką ustawę szybko wprowadzać, bo może przynieść zamieszanie. Chyba, że rządzący otworzą się na poprawki”. Generał zapytany przez o organizacje pro-obronne, które też są ujęte w nowym modelu obrony ojczyzny, odpowiada, że jest ryzyko, że z MON będą współpracować formacje np. biorące udział w Marszu Niepodległości. I będą one miały dostęp do infrastruktury wojskowej. Gocuł: Trzeba odbudować etos w wojsku po czystkach Macierewicza Krytyczny wobec projektu zmian w wojsku jest również generał Mieczysław Gocuł, były szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego w latach 2013 – 2017. Ale widzi też w rządowym projekcie plusy. Gocuł mówi „To nie ten czas, nie te pomysły i nie ten zakres zmian w systemie obronnym państwa. Dziś procedowanie ustawy, która ma skodyfikować prawo wojskowe, to wprowadzenie zbędnego chaosu. Każda zmiana prawa w obszarze obronności jest dobra, ale jeśli ma pozytywne skutki i uwzględnia uwarunkowania wewnętrzne i zewnętrzne. Czyli stan zagrożenia bezpieczeństwa państwa”. Generał podkreśla, że ustawa nie rozwiązuje wszystkich problemów w wojsku np. nie doprecyzowuje kwestii kierowania systemem dowodzenia i obrony kraju. Podkreśla, że zmiany wymaga też system zarządzania kryzysowego w Polsce. A tym czasem odpowiedzialność za ten system przenosi się na WOT, który będzie dowodził operacjami z użyciem specjalistycznych jednostek wojska. „A WOT nie ma pojęcia np. o lotnictwie, które jest używane do kruszenia zatorów lodowych na rzekach. Nie ma też zdolności do kierowania jednostkami logistycznymi przy dużych akcjach np. walce ze skutkami powodzi. WOT coraz bardziej zaczyna przypominać zlikwidowaną jednostkę nadwiślańską” – mówi gen. Gocuł. Dodaje: „Za zarządzanie kryzysowe powinien odpowiadać szef sztabu generalnego, bo on jest partnerem, a wykonaniem powinno zajmować się dowództwo operacyjne”. Gocuł krytykuje też likwidację WKU i wojewódzkich sztabów wojskowych. „Nowe centra rekrutacyjne będą miały te same zadania co likwidowane jednostki. Po co więc rozwalać obecną strukturę rekrutacji?” – pyta gen Gocuł. Były szef Sztabu Generalnego na plus zalicza nowe zachęty do wstępowania do wojska. To np. likwidacja kontraktów terminowych, czy możliwość zostania w wojsku po skończeniu 60 lat (na kolejne kilka lat, za dodatkową gratyfikacją finansową). Uważa jednak, że niekoniecznie te zachęty dadzą spodziewany efekt. Przyznaje jednak, że podczas rządów PiS zahamowano odejścia szeregowych, bo zniesiono czasowy limit służby. Ale nadal dużo osób odchodzi co „cywila”. Rocznie z WOT odchodzi 5 tysięcy osób, a ze służby zawodowej 6 tysięcy osób. Są w tym osoby, które mają więcej niż 60 lat. Generał uważa, że przyczyną odejść jest naruszenie etosu służby. Przypomina czystki w wojsku, jakie w latach 2016-2018 zrobił ówczesny minister obrony narodowej Antoni Macierewicz. „Zwolniono wtedy ponad 300 pułkowników i ponad 20 generałów” – zaznacza Gocuł. Przypomina, że wielu doświadczonych wojskowych nagle z dnia na dzień przeniesiono w drugi koniec Polski. A teraz otworzono ścieżkę szybkiego awansu dla „swoich” i można od razu przeskoczyć aż kilka stopni w górę. Co jest demoralizujące. Rząd w ustawie, by zatrzymać żołnierzy, znosi kontrakty terminowe. Ale zdaniem Gocuła kontrakt zabezpieczał żołnierza przed przeniesieniem do innego miasta, bo mógł się na to nie zgodzić. Teraz będzie musiał podporządkować się rozkazom relokacji. I może to być powód do odejść. Gocuł krytykuje też nowy sposób finansowania potrzeb wojska ze specjalnego Funduszu. „Brak kontroli parlamentu nad tym, to nie są standardy demokratycznego państwa. Najważniejsza jest ciągłość finansowania, a nie to ile środków jest na modernizację. Z punktu widzenia kontroli nad finansami jest to nie do przyjęcia”. I jeszcze jedna wypowiedź byłego szefa sztabu: „Nie można rewolucyjnie wprowadzać zmian w wojsku, bo efekty tego będzie można dopiero sprawdzić w stanie wojny. A wtedy może być za późno”. Mariusz Jałoszewski Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.
plusy i minusy andrzeja dudy