związki zawodowe w sieciach handlowych - aktualne informacje i profesjonalne artykuły związane z przemysłem spożywczym w Polsce i na świecie. Handel, FMCG, HoReCa, opakowania, biznes. ZWIĄZKI ZAWODOWE W USTROJU DEMOKRACJI LUDOWEJ przez Jakuba Litwina (Łódź) Związki zawodowe i państwo. Zasadniczym zmianom uległa pozycja związków zawodowych1) w demokracji ludowej. Podstawowe gałęzie przemysłu zostały przejęte na własność państwa — nowe państwo zaś opiera się głównie na sile klasy robotniczej i chłopstwa. Aby dowiedzieć się, jak dołączyć do związku, zajrzyj tutaj: Związki zawodowe są niezależne od twojego pracodawcy i rządu, zgodnie z prawem możesz wstąpić do związku. Nie musisz informować swojego pracodawcy o przynależności do organizacji związkowej. W Wielkiej Brytanii, pracownicy w miejscach, gdzie działają związki są Cesarstwo Niemieckie. Pierwsze związki zawodowe zaczęły powstawać na ziemiach należących obecnie do Polski pod koniec XIX wieku. Proces ten rozpoczął się na Górnym Śląsku, przede wszystkim w Gliwicach, Bytomiu, Katowicach i Tarnowskich Górach (w Królestwie Prus). Na tym właśnie terenie w 1889 powstał Związek Wzajemnej Pomocy 2. Wyznania religijne w Polsce 2019-2021. Obszary tematyczne / Inne opracowania / Wyznania Religijne. 15.12.2022 - Prezentowana książka "Wyznania religijne w Polsce w latach 2019-2021" jest 10 edycją cyklicznej serii wydawniczej Głównego Urzędu Statystycznego. letak tombol manual tv led sharp aquos. opublikowano: 04-02-2013, 00:00 Organizacje pracownicze wysłały pracodawcom zaproszenie do dialogu. Obawiają się, że pozostanie bez odpowiedzi. Związki zawodowe też idą z duchem czasu. Przez lata organizacje takie jak Solidarność były najsilniejsze w wielkim państwowym przemyśle: hutach, stoczniach, kopalniach czy fabrykach samochodów. Teraz coraz więcej związkowców to kasjerki, magazynierzy i inni pracownicy wielkich sieci handlowych, zazwyczaj mających centralę za granicą. — W dużych sieciach handlowych jest już niemal 20 tys. członków związku. Rośnie zainteresowanie pracowników — ostatnio powstała organizacja w Lidlu, która ma teraz swoje pięć minut i szybko rośnie w siłę — mówi Kacper Stachowski z działu rozwoju związku NSZZ Solidarność. Nie chce ujawniać liczebności organizacji związkowych w poszczególnych sieciach, ale wiadomo, że w Realu do Solidarności należy około 2,5 tys. pracowników, w Kauflandzie — 2 tys., w Carrefourze — 1,5 tys., a w Biedronce — 1 tys. Według szacunków związku, w polskich oddziałach zagranicznych sieci handlowych pracuje 400 tys. osób, z czego około 250 tys. — w sklepach wielkopowierzchniowych. Dlaczego przyłączają się do związków? — Słabo opłacani pracownicy sieci handlowych są nadmiernie obciążani — muszą wykonywać wiele zadań przy kasie, w hali sprzedaży czy w magazynie, które powinny być rozdzielane między różnych pracowników. W ostatnich latach maleje zatrudnienie w poszczególnych sklepach, a etatowi pracownicy zastępowani są przez nabór z agencji pracy tymczasowej — wylicza problemy Kacper Stachowski. Działający w związkach pracownicy handlu rzadziej od ich kolegów z innych branż biorą się za podpalanie opon na warszawskich ulicach, a częściej chwytają za pióro. Związkowcy z Tesco — zrzeszeni w Solidarności, Sierpniu 80, OPZZ Konfederacji Pracy i Związku Zawodowym Pracowników Handlu — niedawno opublikowali wspólną „Listę postulatów na 2013 r.”. Są na niej propozycja podwyżki płac (o 10 proc. dla szeregowych pracowników i o 5 proc. dla kierowników) oraz zniesienie ich regionalizacji, czyli odmiennego wynagradzania pracowników w różnych sklepach. — Podejście do związkowców nie jest takie samo we wszystkich sieciach handlowych — w części z nich możemy liczyć na dialog na poziomie poszczególnych zakładów pracy, z częścią (np. z Tesco i Jyskiem) jesteśmy w sporze zbiorowym — mówi Kacper Stachowski. Jedno, zdaniem Solidarności, jest jednak wspólne dla wszystkich sieci — brak chęci prowadzenia dialogu sektorowego ze związkowcami. — Nie możemy doprosić się spotkania z całą branżą, na którym moglibyśmy przedstawić postulaty. W połowie lutegoorganizujemy branżowe spotkanie przy udziale UNI Commerce, czyli europejskiej centrali związków pracowników handlu. Na razie sieci nie określają się, czy wezmą w nim udział, i boimy się, że nie dojdzie ono do skutku — mówi Kacper Stachowski. Andrzej Faliński, dyrektor generalny zrzeszającej sieci handlowe Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji, deklaruje, że weźmie udział w organizowanym przez związki spotkaniu — podkreśla jednak, że „nie tędy droga”. — Z punktu widzenia sieci handlowych „dialog sektorowy” nie rozwiąże żadnych problemów i będzie tylko generował konflikty. Nie da się ustalić jednolitej polityki wobec wszystkich pracowników handlu, bo różnice między np. hipermarketami i sklepami franczyzowymi są zbyt wielkie. Dialog trzeba prowadzić na poziomie konkretnych sklepów albo w ramach Komisji Trójstronnej rząd — pracodawcy — związkowcy — mówi Andrzej Faliński. © ℗ Podpis: Marcel Zatoński Nieoficjalne i prywatne forum dla pracowników i klientów Biedronki Zwiazki Zawodowe Autor Wiadomość kasiagosia[Usunięty] Wysłany: 2012-03-07, 17:03 Zwiazki Zawodowe Mam wrażenie ze związki zawodowe nie robią niczego konkretnego w kierunku podwyżek dla szeregowych pracowników lat jest tak teraz zarabiamy? Pracy na cały etat mniej. A związki zawodowe tylko cały czas "prowadza rozmowy" Jakie rozmowy? To kpina z wywalczyli sami? Mamy w Biedronce to samo co w Lidlu lub Netto. W Lidlu to nawet zarobki maja większe a kiedyś to Lidl nam zazdrościł. :bu: :bu: :bu: :bu: :bu: :bu: :bu: :bu: :bu: :bu: :bu: :bu: :bu: @markoz Stanowisko: były pracownik Dołączył: 08 Sie 2010Posty: 140 Wysłany: 2012-03-07, 17:23 co od lidla się zgadzam!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Ocena JMP: 1/10 jan kowalski[Usunięty] Wysłany: 2012-03-07, 18:43 kasiagosia napisał/a: A związki zawodowe tylko cały czas "prowadza rozmowy" Jakie rozmowy? To kpina z nas. A co według ciebie powinny zrobić? Zorganizować strajk? I co? Odstąpisz w takim przypadku od wykonywania pracy? ZZ odnośnie podwyżek co roku składa swoją propozycję pracodawcy z odpowiednią argumentacją i jest ona zawsze większa niż to co dostajesz. @kluq Stanowisko: centrum dystrybucyjne Dołączył: 30 Lip 2010Posty: 1850 Wysłany: 2012-03-07, 19:48 jan kowalski napisał/a: z odpowiednią argumentacją Co do tego czy jest odpowiednia to się nie zgadzam, bo niektóre punkty z obecnych postulatów to są chyba z kosmosu i zupełnie nie przemyślane a nawet przeciw pracownikom ale o tym już było w podobnym temacie na forum. _________________Niejeden, komu się wydaje, że umie mówić, po prostu nie umie milczeć. Epicharm kasiagosia[Usunięty] Wysłany: 2012-03-08, 10:43 Zwiazki Zawodowe Panie Jan Kowalski! Niech Pan nie zadaje głupich w naszej firmie pozorują jedynie do zapisania się jeszcze są ale w miarę dyskusji nad osiągnięciami ZZ ochota ZZ statutowo zajmuje się ochrona praw pracowniczych i dbaniem o interesy pracowników to ZZ w Biedronce powinien zmienić zdanie jest wyraźne---ZZ w naszej firmie to ściema!!! jan kowalski[Usunięty] Wysłany: 2012-03-08, 12:42 kasiagosia napisał/a: Mam wrażenie ze związki zawodowe nie robią niczego konkretnego w kierunku podwyżek dla szeregowych pracowników sklepów. Twój zarzut był dość jasno sprecyzowany. Odpowiedziałem ci co w tej kwestii robi ZZ. Jeśli masz jakiś inny pomysł co zrobić by pracodawca dał ci większą podwyżkę niż tyle co daje co roku to go przedstaw. @pracownik Stanowisko: były pracownik Dołączyła: 24 Lut 2010Posty: 512 Wysłany: 2012-03-08, 17:18 Kasiagosia propozycja dla ciebie dołącz do komisji zakładowej zz pojedziesz na spotkanie i zaraz zmienisz zdanie to nie takie proste jak sobie to wyobrażasz. kasiagosia[Usunięty] Wysłany: 2012-03-09, 18:52 Zadam jednak pare pytan nt. ZZ 1- czy wysokość naszych zarobków jest zasługa ZZ? 2- czy coroczna podwyżka wynagrodzeń (te 4-5%) jest efektem pracy ZZ? 3- czy zapomogi bezzwrotne wywalczyli związkowcy? 4- czy ten 1000 zl nagrody rocznej to efekt starań ZZ? 5- czy tzw. bony świąteczne są zasługą związków zawodowych? Pytania można mnożyć ale czy padną tu odpowiedzi? Dlaczego ZZ nic nie ugrało w kwestii likwidacji umów na 3/4 etatu i umów na czas określony? Jak tu myśleć poważnie o przystąpieniu do związków zawodowych? @katmro88 Stanowisko: były pracownik Dołączyła: 06 Lip 2010Posty: 307 Wysłany: 2012-03-09, 19:53 to jakie beda umowy skoro pozwalniaja ludzi z 3/4 etatu i tych co maja na czas okreslony....? Co zaczna na umowe zlecenie zatrudniac... ? Piepszony fresh focus... czytam to tak... nowa biedronka nowi pracownicy a starych na bruk!! kasiagosia[Usunięty] Wysłany: 2012-03-09, 20:06 do katmro chodzi o likwidacje takich gównianych umów i zastąpienie ich normalnymi umowami na cały etat i czas nieokreślony a nie o zwolnienia pracujących na takich wiec spoko.[/b] agusia123 Dołączył: 12 Sty 2012Posty: 28 Ostrzeżeń: 2/3/6 Wysłany: 2012-03-10, 23:10 Wszystko co Kasia czy tam Gosia piszesz to prawda takie związki jak w biedronce to dno, ale bez związków będzie jeszcze gorzej. Weź to pod uwagę, że w gruncie rzeczy to trochę nasza wina bo pozostając poza związkami nie mamy żadnego wpływu na to co i jak robią. W innych europejskich krajach uzwiązkowienie w firmach mają bardzo duże i pracodawcy liczą się z pracownikiem i zarobki są godne. Także dopóki u nas będzie 10% a nie 50% załogi w związkach to gówno zrobią. zz-biedronka Stanowisko: kierownik sklepu Dołączył: 17 Sty 2012Posty: 389 Wysłany: 2012-03-11, 21:18 agusia123 napisał/a: Wszystko co Kasia czy tam Gosia piszesz to prawda takie związki jak w biedronce to dno, ale bez związków będzie jeszcze gorzej. Weź to pod uwagę, że w gruncie rzeczy to trochę nasza wina bo pozostając poza związkami nie mamy żadnego wpływu na to co i jak robią. W innych europejskich krajach uzwiązkowienie w firmach mają bardzo duże i pracodawcy liczą się z pracownikiem i zarobki są godne. Także dopóki u nas będzie 10% a nie 50% załogi w związkach to gówno zrobią. Obiecałem, że nie będę pisał na forum ale temat jest ciekawy więc odpowiem: Siła działań jest w liczebności członków związku zawodowego i reprezentatywności. Pracownicy są sami sobie winni a najlepiej zwalać winę na związek, ale jest duże ale, kiedy agitujemy aby wstępowali do związku i pomagali w tematach rozmów to raptem wszystkim jest dobrze a tu masz na forum duża krytyka. Odpowiem jeszcze co do tematu umów o pracę , jest to jeden z punktów sporu zbiorowego z JMD i jeden z możliwych środków prawnych gdzie możemy siłą wynegocjować niż spotykać się tylko na spotkaniach roboczych z JMD i być zbywań co do etatów na sklepach i umów o pracę. Konto: OFICJALNE - Związki Zawodowe "Solidarność" w Jeronimo Martins kasiagosia[Usunięty] Wysłany: 2012-03-13, 15:44 Siła działań jest w liczebności członków związku zawodowego Ale żeby ludzie się zapisywali to trzeba by związek osiągnął coś chronił swoich ludzie uznają ze naprawdę jesteście przydatni i potraficie zadbać o bezpieczeństwo zatrudnienia związkowców to z pewnością wielu się jakąś spektakularna akcje albo załatwcie chociażby zmniejszenie okresu efekty waszej działalności są bardzo zapisywać się żeby tylko płacić składki mija się z zarobki są zbyt niskie. Wcześniej w poprzednim poście zadałam kilka pytań nt. osiągnięć ZZ. Brak odpowiedzi jest jednoznaczny. agusia123 Dołączył: 12 Sty 2012Posty: 28 Ostrzeżeń: 2/3/6 Wysłany: 2012-03-13, 18:35 Re: Siła działań jest w liczebności członków związku zawodow kasiagosia napisał/a: Ale żeby ludzie się zapisywali to trzeba by związek osiągnął coś chronił swoich ludzie uznają ze naprawdę jesteście przydatni i potraficie zadbać o bezpieczeństwo zatrudnienia związkowców to z pewnością wielu się jakąś spektakularna akcje albo załatwcie chociażby zmniejszenie okresu efekty waszej działalności są bardzo zapisywać się żeby tylko płacić składki mija się z zarobki są zbyt niskie. Wcześniej w poprzednim poście zadałam kilka pytań nt. osiągnięć ZZ. Brak odpowiedzi jest jednoznaczny. A po co Ci skrócenie okresu rozliczeniowego ? przecież są ważniejsze sprawy, których nie trzeba podnosić przy postulatach, wystarczy stanowcza postawa władz związku w stosunku do dyrekcji biedronki, np: sprawa ustalania grafików na cały okres rozliczeniowy, czy wyższych zarobków pracowników biedronki pracujących dawniej w PLUSIE. Może czas najwyższy wyrównać zarobki pracownikom biedronki (oczywiście w górę). Co kolego „zzbiedronka”. zz-biedronka Stanowisko: kierownik sklepu Dołączył: 17 Sty 2012Posty: 389 Wysłany: 2012-03-13, 21:24 Re: Siła działań jest w liczebności członków związku zawodow agusia123 napisał/a: kasiagosia napisał/a: Ale żeby ludzie się zapisywali to trzeba by związek osiągnął coś chronił swoich ludzie uznają ze naprawdę jesteście przydatni i potraficie zadbać o bezpieczeństwo zatrudnienia związkowców to z pewnością wielu się jakąś spektakularna akcje albo załatwcie chociażby zmniejszenie okresu efekty waszej działalności są bardzo zapisywać się żeby tylko płacić składki mija się z zarobki są zbyt niskie. Wcześniej w poprzednim poście zadałam kilka pytań nt. osiągnięć ZZ. Brak odpowiedzi jest jednoznaczny. A po co Ci skrócenie okresu rozliczeniowego ? przecież są ważniejsze sprawy, których nie trzeba podnosić przy postulatach, wystarczy stanowcza postawa władz związku w stosunku do dyrekcji biedronki, np: sprawa ustalania grafików na cały okres rozliczeniowy, czy wyższych zarobków pracowników biedronki pracujących dawniej w PLUSIE. Może czas najwyższy wyrównać zarobki pracownikom biedronki (oczywiście w górę). Co kolego „zzbiedronka”. Współpracować w tematach bardzo chętnie i proponuje na adres e-mail @ piszcie wasze propozycje tematów do poruszenia. Działania już są bo wspólnie z sierpniem 80 wchodzimy z zakładowym układem zbiorowym pracy i to zgodnie z prawem więc wasze propozycje tematów mogą mieć miejsce w ZUZP. Chętnie się też spotkamy z tymi osobami aby osobiście na tematy poczytać pod linkiem Konto: OFICJALNE - Związki Zawodowe "Solidarność" w Jeronimo Martins Wyświetl posty z ostatnich: Nie możesz pisać nowych tematówNie możesz odpowiadać w tematachNie możesz zmieniać swoich postówNie możesz usuwać swoich postówNie możesz głosować w ankietachNie możesz załączać plików na tym forumNie możesz ściągać załączników na tym forum Dodaj temat do UlubionychWersja do druku Nasz: Fanpage phpBB by przemo Forum ogólne - Zwiazki Zawodowe Anonymous - 2012-03-07, 17:03Temat postu: Zwiazki ZawodoweMam wrażenie ze związki zawodowe nie robią niczego konkretnego w kierunku podwyżek dla szeregowych pracowników lat jest tak teraz zarabiamy? Pracy na cały etat mniej. A związki zawodowe tylko cały czas "prowadza rozmowy" Jakie rozmowy? To kpina z wywalczyli sami? Mamy w Biedronce to samo co w Lidlu lub Netto. W Lidlu to nawet zarobki maja większe a kiedyś to Lidl nam zazdrościł. :bu: :bu: :bu: :bu: :bu: :bu: :bu: :bu: :bu: :bu: :bu: :bu: :bu: markoz - 2012-03-07, 17:23co od lidla się zgadzam!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Anonymous - 2012-03-07, 18:43 kasiagosia napisał/a: A związki zawodowe tylko cały czas "prowadza rozmowy" Jakie rozmowy? To kpina z nas. A co według ciebie powinny zrobić? Zorganizować strajk? I co? Odstąpisz w takim przypadku od wykonywania pracy? ZZ odnośnie podwyżek co roku składa swoją propozycję pracodawcy z odpowiednią argumentacją i jest ona zawsze większa niż to co dostajesz. kluq - 2012-03-07, 19:48 jan kowalski napisał/a: z odpowiednią argumentacją Co do tego czy jest odpowiednia to się nie zgadzam, bo niektóre punkty z obecnych postulatów to są chyba z kosmosu i zupełnie nie przemyślane a nawet przeciw pracownikom ale o tym już było w podobnym temacie na forum. Anonymous - 2012-03-08, 10:43Temat postu: Zwiazki ZawodowePanie Jan Kowalski! Niech Pan nie zadaje głupich w naszej firmie pozorują jedynie do zapisania się jeszcze są ale w miarę dyskusji nad osiągnięciami ZZ ochota ZZ statutowo zajmuje się ochrona praw pracowniczych i dbaniem o interesy pracowników to ZZ w Biedronce powinien zmienić zdanie jest wyraźne---ZZ w naszej firmie to ściema!!! Anonymous - 2012-03-08, 12:42 kasiagosia napisał/a: Mam wrażenie ze związki zawodowe nie robią niczego konkretnego w kierunku podwyżek dla szeregowych pracowników sklepów. Twój zarzut był dość jasno sprecyzowany. Odpowiedziałem ci co w tej kwestii robi ZZ. Jeśli masz jakiś inny pomysł co zrobić by pracodawca dał ci większą podwyżkę niż tyle co daje co roku to go przedstaw. pracownik - 2012-03-08, 17:18Kasiagosia propozycja dla ciebie dołącz do komisji zakładowej zz pojedziesz na spotkanie i zaraz zmienisz zdanie to nie takie proste jak sobie to wyobrażasz. Anonymous - 2012-03-09, 18:52Temat postu: Zadam jednak pare pytan nt. ZZ1- czy wysokość naszych zarobków jest zasługa ZZ? 2- czy coroczna podwyżka wynagrodzeń (te 4-5%) jest efektem pracy ZZ? 3- czy zapomogi bezzwrotne wywalczyli związkowcy? 4- czy ten 1000 zl nagrody rocznej to efekt starań ZZ? 5- czy tzw. bony świąteczne są zasługą związków zawodowych? Pytania można mnożyć ale czy padną tu odpowiedzi? Dlaczego ZZ nic nie ugrało w kwestii likwidacji umów na 3/4 etatu i umów na czas określony? Jak tu myśleć poważnie o przystąpieniu do związków zawodowych? katmro88 - 2012-03-09, 19:53to jakie beda umowy skoro pozwalniaja ludzi z 3/4 etatu i tych co maja na czas okreslony....? Co zaczna na umowe zlecenie zatrudniac... ? Piepszony fresh focus... czytam to tak... nowa biedronka nowi pracownicy a starych na bruk!! Anonymous - 2012-03-09, 20:06Temat postu: do katmrochodzi o likwidacje takich gównianych umów i zastąpienie ich normalnymi umowami na cały etat i czas nieokreślony a nie o zwolnienia pracujących na takich wiec spoko.[/b] agusia123 - 2012-03-10, 23:10Wszystko co Kasia czy tam Gosia piszesz to prawda takie związki jak w biedronce to dno, ale bez związków będzie jeszcze gorzej. Weź to pod uwagę, że w gruncie rzeczy to trochę nasza wina bo pozostając poza związkami nie mamy żadnego wpływu na to co i jak robią. W innych europejskich krajach uzwiązkowienie w firmach mają bardzo duże i pracodawcy liczą się z pracownikiem i zarobki są godne. Także dopóki u nas będzie 10% a nie 50% załogi w związkach to gówno zrobią. zz-biedronka - 2012-03-11, 21:18 agusia123 napisał/a: Wszystko co Kasia czy tam Gosia piszesz to prawda takie związki jak w biedronce to dno, ale bez związków będzie jeszcze gorzej. Weź to pod uwagę, że w gruncie rzeczy to trochę nasza wina bo pozostając poza związkami nie mamy żadnego wpływu na to co i jak robią. W innych europejskich krajach uzwiązkowienie w firmach mają bardzo duże i pracodawcy liczą się z pracownikiem i zarobki są godne. Także dopóki u nas będzie 10% a nie 50% załogi w związkach to gówno zrobią. Obiecałem, że nie będę pisał na forum ale temat jest ciekawy więc odpowiem: Siła działań jest w liczebności członków związku zawodowego i reprezentatywności. Pracownicy są sami sobie winni a najlepiej zwalać winę na związek, ale jest duże ale, kiedy agitujemy aby wstępowali do związku i pomagali w tematach rozmów to raptem wszystkim jest dobrze a tu masz na forum duża krytyka. Odpowiem jeszcze co do tematu umów o pracę , jest to jeden z punktów sporu zbiorowego z JMD i jeden z możliwych środków prawnych gdzie możemy siłą wynegocjować niż spotykać się tylko na spotkaniach roboczych z JMD i być zbywań co do etatów na sklepach i umów o pracę. Anonymous - 2012-03-13, 15:44Temat postu: Siła działań jest w liczebności członków związku zawodowegoAle żeby ludzie się zapisywali to trzeba by związek osiągnął coś chronił swoich ludzie uznają ze naprawdę jesteście przydatni i potraficie zadbać o bezpieczeństwo zatrudnienia związkowców to z pewnością wielu się jakąś spektakularna akcje albo załatwcie chociażby zmniejszenie okresu efekty waszej działalności są bardzo zapisywać się żeby tylko płacić składki mija się z zarobki są zbyt niskie. Wcześniej w poprzednim poście zadałam kilka pytań nt. osiągnięć ZZ. Brak odpowiedzi jest jednoznaczny. agusia123 - 2012-03-13, 18:35Temat postu: Re: Siła działań jest w liczebności członków związku zawodow kasiagosia napisał/a: Ale żeby ludzie się zapisywali to trzeba by związek osiągnął coś chronił swoich ludzie uznają ze naprawdę jesteście przydatni i potraficie zadbać o bezpieczeństwo zatrudnienia związkowców to z pewnością wielu się jakąś spektakularna akcje albo załatwcie chociażby zmniejszenie okresu efekty waszej działalności są bardzo zapisywać się żeby tylko płacić składki mija się z zarobki są zbyt niskie. Wcześniej w poprzednim poście zadałam kilka pytań nt. osiągnięć ZZ. Brak odpowiedzi jest jednoznaczny. A po co Ci skrócenie okresu rozliczeniowego ? przecież są ważniejsze sprawy, których nie trzeba podnosić przy postulatach, wystarczy stanowcza postawa władz związku w stosunku do dyrekcji biedronki, np: sprawa ustalania grafików na cały okres rozliczeniowy, czy wyższych zarobków pracowników biedronki pracujących dawniej w PLUSIE. Może czas najwyższy wyrównać zarobki pracownikom biedronki (oczywiście w górę). Co kolego „zzbiedronka”. zz-biedronka - 2012-03-13, 21:24Temat postu: Re: Siła działań jest w liczebności członków związku zawodow agusia123 napisał/a: kasiagosia napisał/a: Ale żeby ludzie się zapisywali to trzeba by związek osiągnął coś chronił swoich ludzie uznają ze naprawdę jesteście przydatni i potraficie zadbać o bezpieczeństwo zatrudnienia związkowców to z pewnością wielu się jakąś spektakularna akcje albo załatwcie chociażby zmniejszenie okresu efekty waszej działalności są bardzo zapisywać się żeby tylko płacić składki mija się z zarobki są zbyt niskie. Wcześniej w poprzednim poście zadałam kilka pytań nt. osiągnięć ZZ. Brak odpowiedzi jest jednoznaczny. A po co Ci skrócenie okresu rozliczeniowego ? przecież są ważniejsze sprawy, których nie trzeba podnosić przy postulatach, wystarczy stanowcza postawa władz związku w stosunku do dyrekcji biedronki, np: sprawa ustalania grafików na cały okres rozliczeniowy, czy wyższych zarobków pracowników biedronki pracujących dawniej w PLUSIE. Może czas najwyższy wyrównać zarobki pracownikom biedronki (oczywiście w górę). Co kolego „zzbiedronka”. Współpracować w tematach bardzo chętnie i proponuje na adres e-mail @ piszcie wasze propozycje tematów do poruszenia. Działania już są bo wspólnie z sierpniem 80 wchodzimy z zakładowym układem zbiorowym pracy i to zgodnie z prawem więc wasze propozycje tematów mogą mieć miejsce w ZUZP. Chętnie się też spotkamy z tymi osobami aby osobiście na tematy poczytać pod linkiem W całym rozwiniętym świecie związki zawodowe to ważny mechanizm stabilizujący zdrowie gospodarki i budujący dobre społeczeństwo. Tylko dlaczego nie u nas? We współczesnej Polsce uzwiązkowiony górnik albo nauczyciel stał się odpowiednikiem imperialisty ze stalinowskiego plakatu propagandowego. Tego obrzydliwego uprzywilejowanego tłuściocha, który śmieje się w twarz prawdziwym ludziom pracy. O ile jednak tamtego komunistycznego imperialisty nikt nie traktował poważnie, o tyle w straszliwego związkowca z najnowszej karykatury wielu Polaków zwyczajnie uwierzyło. Weźmy choćby media. W 2000 r. socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego Wiesława Kozek opublikowała tekst pod wiele mówiącym tytułem „Destruktorzy. Tendencyjny obraz związków zawodowych w tygodnikach politycznych w Polsce”. Autorka przeanalizowała w nim treść artykułów prasowych ukazujących się w najważniejszych polskich mediach opiniotwórczych. I doszła do bardzo wyraźnego wniosku: ilekroć w III RP poważne gazety zabierały się w Polsce do pisania o związkach zawodowych, to i tak wychodziła im zwykle… tabloidowa karykatura. Związkowca roszczeniowego, nieodpowiedzialnego i prymitywnego. – To, co mówiono i pisano w mediach o działaczach związkowych przy okazji ostatniego napięcia w górnictwie, pokazuje, że tendencja nie uległa zasadniczej zmianie. Obecnie gorzej się o związkach mówi, ale trochę lepiej pisze – ocenia z dzisiejszej perspektywy Wiesława Kozek. Jeśli kogoś nie przekonuje takie stawianie sprawy, może sięgnąć po badania CBOS. Według najnowszego (2014 r.) więcej niż jedna trzecia Polaków (38 proc.) uważa działalność związków za korzystną dla kraju. Niewiele mniej (31 proc.) badanych uważa, że związkowcy to po prostu szkodniki na zdrowym ciele społeczeństwa. A jeżeli dodać do nich pokaźną (31 proc.) grupę respondentów, których temat związków w ogóle nie obchodzi, to widać wyraźnie, że zwolennicy silnych i aktywnych lobby pracowniczych są w Polsce w zdecydowanej mniejszości. W badaniach CBOS rzuca się w oczy coś jeszcze. Wielki sceptycyzm wobec skuteczności rodzimych organizacji związkowych. Wśród Polaków dominuje bowiem przekonanie, że „nie widać efektów ich działalności” (38 proc.) albo „starają się, ale niewiele im się udaje” (36 proc.). W efekcie wokół polskich ZZ powstaje coś w rodzaju błędnego koła. Są słabe i skompromitowane, więc nie warto sobie nimi zawracać głowy. A skoro nie warto sobie zawracać głowy, to pewnie słabe i skompromitowane już pozostaną. Solidarność (oficjalnie 700 tys. członków) i OPZZ (800 tys.) chwalą się wprawdzie, że uzwiązkowienie od kilku lat przestało w Polsce spadać, faktem jest jednak, że znalazło się ono na bardzo niskim jak na Europę poziomie ok. 12 proc. (w 1990 r. było 40 proc.). A fortecą „S” i OPZZ pozostaje kilka tradycyjnych branż, takich jak przemysł czy budżetówka. Co samo w sobie nie jest złe i jest efektem obowiązującego prawa związkowego, które skutecznie utrudnia związkom ekspansję w sektorze drobnych i średnich przedsiębiorstw prywatnych. Tworzy jednak wśród pracowników innych części gospodarki przekonanie, że związki to nie jest narzędzie, które może im się kiedykolwiek przydać. Wszystko to razem buduje obraz związku zawodowego jako takiego mniej lub bardziej zębatego dinozaura. Który trochę tam jeszcze porykuje, ale równie dobrze można ten ryk nazwać łabędzim śpiewem. Pszczoły, nie dinozaury Tymczasem z punktu widzenia stabilności całej gospodarki (i społeczeństwa też) związki absolutnie żadnymi dinozaurami nie są. Na dobrą sprawę należałoby je raczej porównać do pszczół. Które jak zaczną bzyczeć nad uchem, to mogą poirytować, ale ich ewentualne wyginięcie groziłoby poważnymi konsekwencjami dla równowagi całego systemu. Nie chodzi tu wcale o jakieś przesadne idealizowanie związków. Raczej o to, by przestać je demonizować. Bo to instytucja ładu społecznego taka sama jak rząd, trybunały albo bank centralny. Może być lepsza albo gorsza, ale na pewno potrzebna. I to z kilku powodów. Po pierwsze, związki to właściwie jedyny w kapitalizmie sposób na wymuszanie wzrostu płac. Co prawda pracownik może naciskać na podwyżkę w drodze indywidualnych negocjacji. Ale to ścieżka dostępna tylko dla niewielkiej grupy uprzywilejowanych, których umiejętności rynek w danym momencie wycenia wysoko (nierzadko zbyt wysoko). W gospodarce takiej jak nasza dominują jednak pracownicy, którzy jeżeli już ośmielą się prosić o podwyżkę, to usłyszą zapewne: „na twoje miejsce czeka dziesięciu młodszych i bardziej dyspozycyjnych, którzy zrobią to samo za połowę twojej pensji”. Oczywiście można stać na stanowisku, że słaby pracownik to dobry pracownik. Nie grymasi, nie chce więcej pieniędzy i jest elastyczny. Sprawy wyglądają tak zwłaszcza z punktu widzenia pojedynczego pracodawcy. Ale co dobre dla pojedynczego pracodawcy, nie musi być dobre dla całej gospodarki. I najczęściej właśnie nie jest. Bo stagnacja płac niesie ze sobą cały szereg problemów. Na przykład niedomagający popyt, co w końcu uderzy w samych pracodawców, bo oni przecież muszą komuś swoje produkty sprzedać (wszystkiego wszak nie wyeksportują). Niskie płace to również niższe wpływy podatkowe, bo fiskus zawsze głębiej sięga do kieszeni obywatela (PIT) niż firmy (CIT). Płacowa stagnacja to również potencjalny problem z rosnącym zadłużeniem prywatnym, bo przecież wielu obywateli będzie próbowało zaspokoić swoje kluczowe potrzeby (mieszkanie!) za pomocą kredytu. W zdrowej gospodarce płace mogą, a nawet powinny rosnąć. Zwłaszcza wtedy, gdy rośnie produktywność. I tak się składa, że akurat Polska w latach 1995–2012 była w tej dziedzinie wśród krajów OECD niekwestionowanym mistrzem (średni wzrost produktywności na poziomie 4 proc. rocznie). Jednocześnie płace permanentnie za tą tendencją nie nadążały. Czego dowodem bardzo niski udział płac w polskim PKB wynoszący (według Eurostatu) 46 proc., podczas gdy unijna średnia to 58 proc. Prócz wzrostu płac związki pilnują również stabilności i wysokich standardów zatrudnienia. Doświadczenia pierwszych 25 lat polskiego kapitalizmu uczą nas bowiem bezlitośnie, że pozostawienie tej dziedziny niewidzialnej ręce rynku prowadzi do powstania wielu (widzialnych) patologii. Od inwazji umów śmieciowych i wymuszonego samozatrudnienia po superelastyczny czas narzucany kierowanym do pracy w specjalnych strefach ekonomicznych. Takie związki to nie u nas Faworyzowanie tańszych pozakodeksowych umów o pracę albo omijanie ZUS to ostatecznie ciosy, które wymierzamy sami sobie. Bo przyjdzie nam ze tę kreatywną księgowość zapłacić kryzysem finansów publicznych, krachem emerytalnym. Wszystkie te patologie są logiczną konsekwencją słabości polskich związków zawodowych – tych automatycznych stabilizatorów każdego systemu gospodarczego. Najpóźniej na tym etapie pojawi się pewnie u krytycznego czytelnika niezawodny argument, że może i jest w tym wszystkim trochę racji, ale takie rzeczy to nie u nas. Może w Niemczech albo Skandynawii. Ale nie w Polsce. I nie z naszymi związkami! Zestaw zarzutów wobec reprezentacji polskich pracowników jest długi. Niektórzy krzywią się już na samą formę. Na to, że związki bronią swoich interesów krzykliwie i histerycznie. Co tworzy wrażenie, że nie rozumują w sposób całościowy, tylko są ciągle na „nie”. Taki zarzut nie jest do końca fair. Teoretycznie związki mogą reprezentować interesy pracowników na trzech poziomach. Najwyższym: wpływając na stanowienie prawa w takich miejscach jak komisja trójstronna. Średnim: negocjując układy branżowe. Oraz najniższym: w formie walki pracowniczej na poziomie konkretnego zakładu. Niestety, w Polsce pierwszy i drugi poziom dialogu społecznego w praktyce nie istnieją. Zwłaszcza po tym, jak dwa lata temu załamał się mechanizm komisji trójstronnej. Związki demonstracyjnie ją wówczas opuściły. Ale nie był to wcale przejaw siły, lecz raczej desperacji. – Nie podjęto tam żadnej kluczowej uchwały i nie przyjęto żadnej naszej propozycji. Jednocześnie rząd podjął cały szereg postanowień dotyczących elastycznego czasu pracy, komisja trójstronna była po prostu listkiem figowym dla dyktatu pracodawców popieranego przez rząd – tłumaczył kulisy tamtej decyzji jeden z działaczy ZZ. W tej sytuacji akcje w konkretnych zakładach pracy to dla związków nie tyle wybór, co konieczność. Jeżeli związki zrezygnują z oporu na tym poziomie, to właściwie równie dobrze mogą się rozwiązać. Inny zarzut stawiany często związkowcom to ich uprzywilejowanie na tle innych pracowników. Z pozoru uzasadniony. Bo przecież w warunkach mocno sprekaryzowanego (czyli trapionego permanentną niepewnością) rynku pracy w Polsce niewielu pracowników może się dziś pochwalić równie stabilnymi warunkami zatrudnienia, co pracownicy kopalni albo chronieni Kartą Nauczyciela. Wyspy dobrej pracy Ale przecież ZZ zostały powołane właśnie po to, żeby chronić dobre miejsca pracy, by przeciwstawiać się ciągłej (i naturalnej w kapitalizmie) presji na równanie warunków zatrudnienia w dół – zazwyczaj w imię poprawy konkurencyjności. Oczywiście, że prowadzi to do miejsca, w którym interesy pracodawcy i pracownika są ze sobą sprzeczne. To właśnie moment, w którym pojawia się państwo ze swoją regulacją. Taką jak na przykład wymyślona w Szwecji po drugiej wojnie światowej (zresztą przez związkowych ekonomistów) zasada Rehna-Meidnera, polegająca na obowiązku płacenia pracownikom tej samej branży takich samych godziwych zarobków niezależnie od kondycji ekonomicznej firm. Co prowadziło do sytuacji, w której przedsiębiorstwa musiały konkurować ze sobą na polach innych niż koszty pracy. Z korzyścią dla szwedzkiej gospodarki. Innym niż regulacja sposobem państwa na stabilizację rynku pracy jest sama jego obecność w charakterze pracodawcy. Według tej logiki rząd występuje w roli pracodawcy nie tylko po to, by zarabiać pieniądze. Jego prawdziwym celem jest tworzenie wysp dobrej pracy i silnego uzwiązkowienia w warunkach naturalnej dla sektora prywatnego presji na rugowanie związków i trzymanie płac w ryzach. Jeżeli rząd tego nie rozumie, to podcina gałąź, na której sam siedzi. Bo załóżmy, że w polskiej polityce pojawia się tak upragniona przez niektórych publicystów żelazna dama. Która żelazną ręką wybija zęby kopalnianym albo nauczycielskim związkom, odbierając im zdobycze socjalne. Czy od tego polepszy się prekariuszom pracującym w innych miejscach systemu gospodarczego? Czy pracujący na śmieciówkach dostaną upragnione etaty? Czy pensje w pozostałej części gospodarki zaczną wreszcie rosnąć? Nie, po prostu padnie tylko kolejny bastion (w miarę) stabilnego zatrudnienia. Owszem, państwo (jako pracodawca) zaoszczędzi w ten sposób trochę pieniędzy. Ale cóż z tego, skoro taka „oszczędność” wygeneruje koszt w innym miejscu systemu. W miejsce dobrego podatnika pojawi się prekariusz, który podatki płaci mikre i nie odkłada pieniędzy na emeryturę. Sytuacja robi się jeszcze bardziej skomplikowana, gdy mówimy o takich miejscach jak regiony górnicze. Gdzie łatwo zlikwidować dobrego pracodawcę i wykazać się oszczędnościami budżetowymi. Które i tak trzeba będzie potem – z nawiązką – wydać na zasiłki i programy walki ze strukturalnym bezrobociem. To cierpka lekcja zarówno wielkiej pogromczyni związków Margaret Thatcher (brytyjscy górnicy wcale nie znaleźli miejsca w innych częściach gospodarki), jak i jej naśladowców w początkach rodzimej transformacji. Irytujące związkowe konfitury Zwyczajny człowiek niekoniecznie musi silić się na tego rodzaju systemowe spojrzenie. Mogą go po prostu irytować konkretne związkowe „konfitury”. Na przykład ochrona zatrudnienia związkowych działaczy. No, bo czemu oni mają, a ja nie? Takich argumentów lekceważyć nie wolno. Zacznijmy jednak od tego, że tak legendarna ochrona bardzo często bywa fikcją. Niedawna próba dyscyplinarnego zwolnienia aktywistów w kopalni Budryk to raczej norma. Najczęściej opinia publiczna w ogóle się o tym nie dowiaduje. Znana jest historia kobiety, która próbowała założyć „S” w Lidlu. Po kilku miesiącach sabotowania jej działalności została zwolniona z pracy. Wniosła sprawę do sądu. Trwa już rok i pewnie jeszcze się trochę potoczy. Nic dziwnego, że takie sprawy kończą się zazwyczaj na dużo wcześniejszym etapie. Gdy wystarczy wezwanie potencjalnego „związkowego wichrzyciela” na dyrektorskie piętro i sugestia, że „istnienie związków zawodowych kłóci się z kulturą korporacyjną naszej firmy” (cytat autentyczny). Oczywiście są i patologie, mnogość struktur związkowych. Są też nieuczciwi związkowi baroni, dla których nie ma wytłumaczenia. No, może poza tym, że ich istnienie bywa efektem nie tyle nadmiernej siły związków, co ich słabości. Skutkującej na przykład kupowaniem działaczy związkowych przez pracodawcę. Wedle zasady: „Ja ci tu dam pod stołem parę tysięcy, a ty siedź cicho”. A co z argumentem, że duże centrale związkowe koncentrują się tylko na interesach swoich członków? – Naszym obowiązkiem statutowym jest reprezentowanie naszych członków związku. Nie jesteśmy armią zbawienia – przyznaje Marek Lewandowski z Solidarności. Zaraz jednak dodaje, że korzyści, jakie uzyskuje „S” w ramach porozumienia z pracodawcą, dotyczą wszystkich pracowników danego zakładu. Trzeba również przyznać, że to „S” do spółki z OPZZ jako pierwsze nagłośniły kwestie umów śmieciowych. Choć przecież akurat największe centrale najmocniejsze są wśród pracowników podlegających Kodeksowi pracy. Niektórym przeszkadzać mogą zbyt bliskie związki dużych central związkowych z partiami politycznymi. Ale jak się nad tym głębiej zastanowić, to wszyscy żywiący takie obawy powinni być raczej gorliwymi zwolennikami... wzmocnienia siły związków. Tak by zachowały niezależność wobec swoich politycznych patronów i przyjaciół. I w razie czego OPZZ potrafił pilnować również SLD, a Solidarność była cięta nie tylko na PO, lecz równie mocno krytykowała ewentualne antypracownicze ruchy przyszłego rządu PiS. Wiedzą o tym również związkowi liderzy. Szef Solidarności Piotr Duda od kilku lat konsekwentnie realizuje wizję związku aktywnego, z którym trzeba się liczyć. Tworzyć to może wrażenie, że jego ambicje sięgają wyżej. Jest to jednak wrażenie mylne. Duda to działacz ulepiony już z innej gliny niż jego poprzednicy w stylu Mariana Krzaklewskiego. Rozumie, że dziś nie da się już być jednocześnie związkowcem i klasycznym politykiem. A zbytnie zbliżenie do tej drugiej roli jego pozycję osłabi. Dlatego tej granicy nie przekroczy. No, chyba że jest politycznym samobójcą. Kogo jednak wciąż martwi polityczne uwikłanie naszych największych central związkowych albo irytuje go ich skostnienie, z radością przyjmie pewnie fakt, że na Solidarności i OPZZ nie kończy się polski pracowniczy krajobraz. Zawsze można szukać wsparcia na przykład w założonej w 2002 r. Inicjatywie Pracowniczej. IP chce być zaprzeczeniem związkowych gigantów. Forma ma być oddolna i apolityczna. Wiele naszych komisji zakładowych nie korzysta z przywilejów związkowych. Nie chcemy od pracodawców etatów, telefonów, faksów. Bo one bywają potem powodem ubezwłasnowolnienia związków – dowodzą w ideowej deklaracji. IP angażowała się w walkę o prawa pracownicze w takich miejscach, jak Poczta Polska, Auchan, Zakłady Cegielskiego w Poznaniu czy Kaufland. Ale jej siłą jest również docieranie do miejsc i problemów, które pozostają zazwyczaj poza radarem większych związkowych graczy. IP protestowała przeciwko usuwaniu targowisk z centrów polskich miasteczek i lokowaniu w tym samym miejscu nowoczesnych hipermarketów. Bo pracujący na tych targowiskach sprzedawcy to grupa tradycyjnie nieposiadająca prawie żadnej reprezentacji związkowej. Były też akcje związkowe wśród pracowników sezonowych – kolejnej zapomnianej frakcji polskiego prekariatu. Jest też Związek Syndykalistów Polski. – Próbujemy stawiać opór tam, gdzie innych nie ma. To znaczy w stale rozrastającej się strefie pozakodeksowej – mówi Xavier Woliński z ZSP. Jego organizacja jest obecna na wielu frontach: od tradycyjnych miejsc pracy fizycznej po pełen młodych ludzi trzeci sektor. Zasłynęła niedawno wygranym dzikim strajkiem sprzątaczek i kucharek zorganizowanym w szpitalu w Bełchatowie. Strajk był „dziki” dlatego, że kobiety formalnie nie są od pewnego czasu pracownicami szpitala, a ich usługi zostały outsourcowane do firmy zewnętrznej mieszczącej się w Warszawie (to coraz częstsza praktyka w zmuszonych do działania na warunkach rynkowych instytucjach publicznych). Innym „celem” ZSP są agencje pracy tymczasowej zawiadujące dziś liczącą ok. 1,6 mln ludzi „rezerwową armią bezrobotnych”. A więc potencjalnie najbardziej bezbronnej grupy polskich pracowników. Z powodu pozakodeksowej specyfiki ich działalności organizacje takie jak ZSP sięgają czasem po środki dość niecodzienne. W 2013 r. opublikowali na przykład w internecie listę „Złych pracodawców” (zgłoszenia przysyłali internauci). Znaleźli się na niej np. działająca w Wielkopolsce sieć marketów Dino (wyrzucanie z pracy związkowców), dyrektor ŻIH Paweł Śpiewak (nadużywanie umów czasowych) i firma ochroniarska Impuls (zalegała pracownikom z wypłatami). Takie sprawy rzadko skupiają na sobie uwagę opinii publicznej. Bo ona mocno przyzwyczaiła się do usadowionej w naszej historii – ale już chyba anachronicznej – opowieści o konflikcie pracowniczym jako wielkim zwarciu gigantów. Oczywiście związki mają swoje wady. Bywają narwane, lubią się nad sobą użalać i szwankuje u nich sfera wizerunkowa. A i racja nie za każdym razem leży po ich stronie. Ale nie bądźmy zbyt surowi. Za uszami ma przecież każda z istniejących w Polsce instytucji życia publicznego. Nie ma powodu, by akurat związki traktować jako pariasa. Fakt, że przez pierwsze 25 lat polskiej wolności nie umieliśmy znaleźć dla nich rozsądnego miejsca w polskiej debacie publicznej i porządku instytucjonalnym, jest jedną z największych porażek III RP. Za ten stracony czas jako społeczeństwo już słono płacimy. Nie ma sensu, by ten rachunek dalej powiększać. Autor jest publicystą „Dziennika Gazety Prawnej”. W 2014 r. wydał książkę „Dziecięca choroba liberalizmu”. Kasjerka i policjant/foto: PAP/ REKLAMA Przedstawiciele związków zawodowych w służbach mundurowych chcą podwyżek. Do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji trafiło już wezwanie do podjęcia rozmów w tej sprawie. Funkcjonariusze twierdzą, że zarabiają mniej niż w popularnych sieciach dyskontów. Ministerstwo w odpowiedzi stwierdziło, że mundurowych czekają wkrótce podwyżki. Autorzy postulatów ogłosili, że jeśli ministerstwo nie odpowie na prośby, to wśród funkcjonariuszy policji, straży pożarnej, straży granicznej i SOP zostaną rozesłane ankiety dotyczące wyboru środka protestu. Jedną z form może być tzw. strajk włoski, który polega na bardzo dokładnym i drobiazgowym wykonywaniu pracy, co w efekcie prowadzi do ogromnych opóźnień lub zablokowania pracy. REKLAMA Pracownik dyskontu zarabia więcej niż funkcjonariusz narażający życie – stwierdził Marcin Kolasa, przewodniczący federacji związków zawodowych służb mundurowych. Ministerstwo otrzymało czas do 14 kwietnia. Pojawiła się już pierwsza odpowiedź z MSWiA. Według urzędników pensje funkcjonariuszy wciąż wzrastają, co jest jednym z elementów polityki zapoczątkowanej jeszcze przez Mariusza Błaszczaka. Mundurowi otrzymują o 253 zł więcej od 1 stycznia 2018 r. Kolejna podwyżka, na którą wyekspediowano już środki, ma nastąpić 1 maja. Planuje się, że do 2020 r. wszyscy pracownicy służb będą zarabiać o średnio 600 zł więcej. Wciąż nie wiadomo, jak do odpowiedzi z ministerstwa ustosunkują się związki zawodowe. Wydaje się jednak, że związkowcy są świadomi podwyżek i po prostu walczą o więcej. Warto przypomnieć, że po podwyżkach, jakie zafundowała swoim pracownikom Biedronka, osoba, która przyjdzie do pracy, może na start liczyć na pensję wysokości 2650 zł brutto. Po trzech latach sprzedawcy-kasjer może otrzymać nawet 3550 zł brutto. Lidl płaci do 3300 zł. brutto. Oczywiście sieci dyskontów zapewniają pracownikom bogaty pakiet socjalny i pomocowy. Dla porównania pensja policjanta zaraz po kursie wynosi aktualnie ponad 3000 zł na rękę. Do tego również dochodzą różne świadczenia. W wojsku zarabia się jeszcze lepiej. Czytaj także: Zaskakująca oferta. Już niedługo kupisz samochód w Lidlu i Kauflandzie Źródło: REKLAMA

związki zawodowe w lidlu