Kryzysy w małżeństwie Edyty i Cezarego Pazurów. Było blisko rozstania. "Wychodziłam z domu". Edyta Pazura szczerze o relacji z mężem, fot. KAPiF. Edyta Pazura otworzyła się przed internautami na temat małżeństwa. Choć publicznie wydaje się, że para jest jednym z najzgodniejszych duetów polskiego show-biznesu, prawda jest nieco Średnia małżeńskiego pożycia w przypadku par decydujących się na rozstanie to 14 lat - wynika z danych GUS-u. Ale nie ma reguł, rozwodzą się małżeństwa z 2-3-letnim stażem i te po kilkudziesięciu wspólnie przeżytych latach. Najstarsi rozwodnicy świata, Bertie i Jessie Woodsowie, rozeszli się w wieku 98 lat. Kryzys małżeński także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki. 30 sty 2017, 9:30 Jestem: szczęśliwym mężem Tym razem po 9 miesiącach, ważąc 4 razy więcej niż siostra, wbrew całej logice i radom lekarzy, przyszła na świat nasza druga córka. Ona dopiero wywołała nie lada rewolucję. I wtedy pojawił się w Waszym małżeństwie kryzys… Przez prawie 12 lat małżeństwa nie obyło się bez kłótni, obrażania, walki o swoje. Gaea to co opisujesz jest mi bardzo bliskie. Ja również w małżeństwie byłam bardzo samotna. Z różnych przyczyn. Z racji problemów jakie nas dotknęły, oczywiście z powodu problemów z komunikacją aż w końcu dlatego że mój mąż po prostu jest człowiekiem niezwykle zamkniętym, skrytym, nie potrafiącym rozmawiać z drugą osobą bo wtedy się zacina, blokuje i nie jest zdolny letak tombol manual tv led sharp aquos. W ubiegłym roku do sal sądowych ruszyło ponad 20 tys. małżonków z kilkunastoletnim stażem. W najbliższych latach będzie ich więcej, bo słyszą: źle ci? Rozwiedź się. Dzieci podrosły, ruszaj na poszukiwanie szczęścia. I nikt nie podpowiada, co zrobić, żeby poszukać tego szczęścia w starym składzie. – Stare małżeństwa nie są sexi – ktoś rozmawiał za moimi plecami, kiedy stałam przed restauracją „Łóżko” w Jastarni i oglądałam wiszące w witrynie wystawowej zdjęcia małżonków z 50-letnim stażem. Obejrzałam się. Za mną stali dwudziestoparolatkowie. On i ona. Objęci. Po obrączkach na palcach sądząc, małżonkowie. W porównaniu z tymi na zdjęciach, z minimalnym stażem. – Co jest najlepszym klejem dla związku? – zastanowili się, kiedy zapytałam, na czym zamierzają zbudować wieloletnią i trwałą relację. – Namiętność i ciekawość siebie! Motyle w brzuchu na swój widok, to, że możemy ze sobą gadać godzinami… – A co jeśli, to wszystko się skończy? Co, kiedy motyle odlecą, różowe okulary opadną? Jak się wtedy ratować? Jak odbudować związek – dopytywałam. – A dlaczego miałoby się nam nie udać? – odpowiedzieli pytaniem. – My na pewno się nie rozwiedziemy! Jesteśmy jedyni w swoim rodzaju i nigdy tego sobie nie zrobimy! Bezpieczeństwo nie tak ważne Pewnie to samo powtarzało sobie ponad 65 tys. małżeństw, które rozpadły się w ubiegłym roku. Jedna trzecia z nich po kilkunastu latach małżeństwa. Te rozwody urodzonych w latach 70-tych to nic dziwnego, bo w pokoleniu wyżu demograficznego o wiele wyraźniej widać charakterystyczną dla naszych czasów zmianę koncepcji małżeństwa. I płynącą z tej zmiany dezorientację. – Moi rodzice mieli jasny podział ról w małżeństwie – usłyszałam od jednego z nich, urodzonego w 1972 roku. – Tata pracował, mama siedziała w domu i wychowywała dzieci. Nie wymagali od siebie nie wiadomo czego, jej wystarczało do szczęścia, że on nie pił i zarabiał na dom. On chwalił, że ona dobrze gotuje i urodziła mu zdrowych synów. Innymi słowy, małżeństwo było, jak trafnie nazywa to Esther Perel, autorka bestsellerowej książki „Kocha, lubi, zdradza” „umową na całe życie, z niewieloma możliwościami rozwiązania jej. Przysięgali na dobre i na złe, dopóki śmierć ich nie rozłączy. Na szczęście dla niektórych śmierć przychodziła wcześniej niż obecnie”. – Dzisiejsi małżonkowie w kryzysie i z kilkunastoma laty pożycia małżeńskiego mają o wiele trudniej. Kultura masowa wmówiła nam, że małżonek musi stać dla współmałżonka całym światem. Stare, dobre poczucie bezpieczeństwo i przynależność nie są już tak ważne jak przyjaźń, dobry seks, wspólne poznawanie świata i samych siebie, ciągły rozwój najlepiej w tym samym rytmie – usłyszałam od jednego z wieloletnich i w kryzysie. – Ale przede wszystkim, dziś w cenie jest bycie nieustannie uszczęśliwianym. Nie jesteś szczęśliwy? Szukaj tego gdzie indziej! I nie użalaj się nad sobą, tylko zabieraj manatki i ruszaj na poszukiwanie nowej relacji i nowych motyli w brzuchu. – Ale co zrobić, kiedy nie chcę szukać gdzieś indziej i innego? – usłyszałam od Joanny, którą spotkałam podczas obchodów Międzynarodowego Tygodnia Małżeństwa w Jastarni. – Gdzie szukać pomocy w ponownym scaleniu rozpadającego się, wieloletniego związku? Rynek odpowiada na tą dezorientację i zapotrzebowanie. Najczęściej, niestety, rosnącym w szybkim tempie rynkiem managerów od ratowania związków, czy domorosłych specjalistów do spraw relacji damsko-męskich. To tylko fragment artykułu o stanie małżeństw i specjalistów od ratowania związków. Całość przeczytasz w najnowszym wydaniu „Newsweeka” – już w kioskach i na Newsweek Plus Kryzys w związku to rzecz normalna i prędzej czy później dotyka każdą parę. Ważne, by w porę zauważyć oznaki kryzysu i zacząć pracować nad odbudowaniem relacji między partnerami. Lekceważenie oznak kryzysu w związku może prowadzić do jego narastania i w konsekwencji rozstania. Jeśli chcemy zażegnać kryzys w związku, potrzebujemy do tego szczerych chęci obojga partnerów. Na co zwrócić uwagę i jak pokonać kryzys w związku? spis treści 1. Kryzys w związku - oznaki 2. Kryzys w związku - przyczyny 3. Jak pokonać kryzys w związku - sposoby Jak rozmawiać o kryzysie z partnerem? 4. Kryzys w związku - terapia 5. Kryzys w związku - rozstanie rozwiń 1. Kryzys w związku - oznaki Sporadyczne kłótnie w związku i nieporozumienia nie świadczą o kryzysie. Każdy człowiek jest inny i to normalne, że zdarza nam się mieć odmienne zdanie niż nasz partner. Jeśli więc od czasu do czasu kłócicie się i macie różne zdanie, nie oznacza to, że wasz związek przechodzi kryzys. Zobacz film: "#dziejesienazywo: Kiedy warto walczyć o związek?" Gorzej, jeśli bardzo często dochodzi między wami do spięć, a zwykłą rozmowę kończycie nieprzyjemną wymianą zdań i kłótnią. To znak, że wasz związek przechodzi kryzys. Kolejną oznaką jest obojętność i oddalenie się od partnera. Nie chce wam się kłócić, przestajecie ze sobą rozmawiać i spędzać czas. Wasze kontakty ograniczają się do codziennych, błahych spraw. Nie zależy wam na bliskości, czułości, a unikanie seksu staje się normą. Jeśli tak wygląda wasze życie to może oznaczać kryzys w związku. 2. Kryzys w związku - przyczyny Przyczyny kryzysu w związku możemy podzielić na kilka rodzajów. Najczęściej są to kryzysy naturalne, wynikające z dynamiki i stażu związku. Wiele par przeżywa kryzys miesiąca miodowego, kryzys po 3 latach od ślubu, kryzys pierwszego dziecka, czy kryzys związany z opuszczeniem przez dziecko domu rodzinnego. Kryzys w związku może też przyjść z zewnątrz. Poważną przyczyną kryzysu jest zdrada jednego z partnerów. Często w takiej sytuacji partnerzy decydują się na rozstanie. Przezwyciężenie kryzysu w związku, którego przyczyną jest zdrada jest bardzo ciężkie i wymaga emocjonalnego zaangażowania obojga partnerów. Kolejna przyczyna kryzysu w związku powiązana jest z sytuacją finansową partnerów. Nagła utrata pracy lub pogorszenie się warunków finansowych rodziny może prowadzić do konfliktów. Zmiana dotychczasowego stylu życia, wzajemne pretensje i oskarżanie się o zły stan związku, mogą prowadzić do poważnego kryzysu. Kryzys w związku może też wywołać awans partnera związany z premią finansową. Jeśli do tej pory oboje zarabiali podobne pieniądze, zazdrość o podwyżkę i sukces może przyczynić się do powstania kryzysu. Inne przyczyny kryzysu w związku to choroba jednego z partnerów lub dziecka, wypalenie w związku, niesatysfakcjonujące życie seksualne, niezadowolenie z nierównego podziału obowiązków, przenoszenie problemów zawodowych na grunt prywatny. Przyczyn kryzysu w związku jest wiele, ale to od partnerów zależy czy i jak się z nimi zmierzą. 3. Jak pokonać kryzys w związku - sposoby Najlepszym sposobem, aby pokonać kryzys w związku jest szczera rozmowa. Wyjaśnienie tego, co nam się nie podoba i drażni nas w relacji z partnerem to pierwszy krok do zażegnania kryzysu. Unikanie rozmowy i udawanie, że problemy nie istnieją to najgorsza strategia. Kryzys w związku to nie sytuacja, którą można przeczekać, wierząc że sama minie. Jak rozmawiać o kryzysie z partnerem? Przede wszystkim należy powstrzymać gwałtowne emocje. Jeśli kryzys narastał od jakiegoś czasu nie trudno o rozgoryczenie i żal. Ciężko też zachować spokój, gdy słowa partnera nas ranią i powodują w nas chęć bronienia się za wszelką cenę. Rozmowa o kryzysie w związku może zakończyć się kłótnią, która zamiast przynieść oczekiwane rezultaty, tylko ten kryzys pogłębi. Zamiast oskarżać się wzajemnie o najgorsze, spróbujmy przekazać prawdę o uczuciach. Powiedzmy partnerowi, jakie zachowania nas bolą i ranią. W ten sposób damy mu do zrozumienia, że jego zachowanie wpływa negatywnie na naszą relację. Zamiast krytykować partnera, postarajmy się tak przekazywać informacje, żeby mógł nas zrozumieć. Musimy liczyć się z tym, że za kryzys w związku odpowiedzialne są dwie osoby. Dużo zależy więc od naszej reakcji na zarzuty partnera. Obrażanie się, sarkastyczne docinki, przedrzeźnianie i wyzwiska nie pomogą zażegnać kryzysu w związku, a co najgorsze, tylko go pogłębią. 4. Kryzys w związku - terapia Może się zdarzyć, że partnerzy nie są w stanie sami poradzić sobie z kryzysem w związku. Jeśli mimo wszystko chcą ratować swój związek, rozwiązaniem dla nich jest terapia dla par. Czasem obiektywna ocena związku, dokonana przez osobę z zewnątrz może przynieść pozytywne rezultaty. Często tak skupiamy się na samym kryzysie, że nie potrafimy znaleźć sposobu na jego zażegnanie. Nasi eksperci polecają: Wizyta u psychologa lub specjalisty od terapii w związku, nie jest oznaką słabości. Świadczy o tym, że partnerzy chcą walczyć o swój związek. Terapia może trwać od kilku tygodni do kilku miesięcy. 5. Kryzys w związku - rozstanie Może zdarzyć się tak, że mimo prób zażegnania kryzysu w związku, żadna z nich nie daje satysfakcjonujących rezultatów i partnerzy coraz częściej myślą o rozstaniu. Zanim partnerzy zdecydują o ostatecznym zakończeniu związku, warto by przez jakiś czas zamieszkali osobno i przemyśleli, czy ratowanie związku ma sens. Często jest tak, że jedno z partnerów nieświadomie wzbrania się przed ratowaniem związku, ponieważ jest zbyt zranione i nie ma zaufania do partnera. Dopiero separacja utwierdza go w przekonaniu, że żadne próby ratowania nie sprawią, że kryzys w związku zostanie przezwyciężony. W takim przypadku rozstanie jest najlepszą opcją. Często podczas separacji partner uświadamia sobie, że tkwił w toksycznym związku, a odbudowa relacji, w której dominowała przemoc i agresja nie ma sensu. W takim przypadku również nie warto silić się na pokonanie kryzysu w związku. Nie czekaj na wizytę u lekarza. Skorzystaj z konsultacji u specjalistów z całej Polski już dziś na abcZdrowie Znajdź lekarza. polecamy I nadszedł ten dzień! Przyszedł na świat nowy człowiek, a Wy zostaliście rodzicami! Dziewięć miesięcy oczekiwań wypełnionych mieszanką radości i niepokoju już za Wami. Maleństwo ma wybrane imię (spieraliście się o nie kilka tygodni) i pierwsze zdjęcia, które telefonicznie obiegły już całą rodzinę i znajomych. W domu czeka stos nowych, upranych i wyprasowanych ciuszków, masa buteleczek, szczoteczek, kremów i trochę kolorowych zabawek, których z dnia na dzień zacznie przybywać wraz z odwiedzającymi Was gośćmi. Maleństwo ma też swoje łóżeczko (tęczowa pościel w urocze misie), ale chwilowo decydujecie się, że będzie spało z wami – tak wygodniej, nie trzeba będzie wstawać do karmienia. Podekscytowani zabieracie się za pierwszą kąpiel (oczywiście wspólnie) i ustalacie, że obowiązkami związanymi z dzieckiem podzielicie się sprawiedliwie – mama karmi, tata zmienia pieluszki. Tak więc jesteście dobrej myśli – przy dobrej współpracy da się to wszystko pogodzić i jeszcze wyspać. W końcu według poradników taki mały człowieczek śpi nawet 18 godzin na dobę, a to pozwoli wam praktycznie nie zmieniać swoich przyzwyczajeń i nie rezygnować z codziennych przyjemności. Wasz związek pozostanie takim, jakim był dotąd. Dodatkowo nawet wzbogacony o wspólną radość z wychowywania dziecka. Tak podobno czasem się zdarza…nie potrafię jednak przywołać z pamięci konkretnego przypadku… Zwykle bowiem przyjście na świat dziecka przewraca małżeński porządek rzeczy do góry nogami. Po pierwsze różne założenia wstępne okazują się nierealne w praktyce. W poradniku wprawdzie nie kłamano pisząc, że noworodek śpi 18 godzin. Zapomniano jednak dodać, że budzi się w tym czasie co kwadrans (to jest jakieś 70 razy!). A wraz z nim rodzice. I że pewnej nocy pojawia się pokusa by nie wywiązać się z wcześniejszych zobowiązań. On myśli - „w końcu ona i tak karmi, więc może też przewinąć”. I usiłuje spać dalej. Ona myśli – „Nie mam siły! Niech się drze!”. I też usiłuje spać dalej. W końcu Ona krzyczy, On krzyczy, a dziecko się drze. Nie śpi nikt. Przyjście na świat dziecka wiąże się ze zmianami, które wcześniej nie były przez małżonków brane pod uwagę. Z tego też względu okres ten uważa się za najpoważniejszy kryzys rozwojowy, przed jakim staje rodzina. Według badań amerykańskich psychoterapeutów dla par Johna i Julie Gottmanów, prawie 70% par skarży się na spadek satysfakcji z małżeństwa w ciągu pierwszych 12 miesięcy po przyjściu na świat pierwszego dziecka. Jest to o tyle ciekawe, że większość par pragnie dziecka – jest ono „owocem miłości” i raczej powinno spajać emocjonalnie małżonków niż odsuwać ich od siebie. Co za tym stoi? Po pierwsze zmienia się definicja MY. Do tej pory byliśmy dla siebie atrakcyjnymi i skupionymi na sobie partnerami. Łączyła nas intymność i wyłączność. Teraz do naszej dwójki wchodzi ONO i energicznie, a właściwie głośno, domaga się, by zwrócić się w pierwszej kolejności ku jego potrzebom. Pierwsze miesiące życia dziecka angażują rodziców, a szczególnie matkę, w sposób całkowity. Z punktu widzenia rozwoju malucha jest to reakcja niezwykle korzystna – tak właśnie ma być, aby dziecko mogło zaspokoić nie tylko potrzeby biologiczne, ale też by rozwijało prawidłowo swoją emocjonalność i umiejętność tworzenia więzi z drugim człowiekiem. To właśnie relacja z matką w pierwszych dwóch latach życia dziecka staje się dla niego matrycą więzi emocjonalnych z innymi ludźmi w życiu dojrzałym. Jak to jednak wpływa na relację pomiędzy małżonkami? Po pierwsze duża koncentracja na dziecku (które przecież nie zawsze jest spokojnym dzieckiem „podręcznikowym”) w ciągu dnia i w nocy powoduje normalne fizyczne i psychiczne zmęczenie. Gdy własne, czasami nawet te podstawowe potrzeby schodzą na drugi plan, trudno być otwartym na potrzeby partnera. Stąd już krok do rozdrażnienia, braku cierpliwości. I nie ma to nic wspólnego z utratą miłości! Wciąż kocham, tylko nie mam czasu ani siły, by ci to odpowiednio pokazać. Absolutna większość rozmów młodych rodziców dotyczy dziecka i spraw z nim związanych. Z perspektywy opiekującej się dzieckiem kobiety trudno wtedy zastanawiać się, jak się dzisiaj czuje mąż, który właśnie ( wrócił z pracy. Czy dobrze mu dziś poszło ważne spotkanie, co zjadł na obiad i jak ma ochotę spędzić resztę dnia, bo przecież jest zmęczony. Raczej mamy nadzieję, że powracający mąż wyręczy nas przy dziecku lub dziarsko włączy się w sprawy domowe. A wieczorny seks? Nawet gdy po okresie połogu oboje już nie mogą się go doczekać może okazać się, że nie przypomina tych wcześniejszych uniesień („poczekaj, chyba się budzi!”). Albo, że „błyskawiczny” 3 minutowy prysznic to co najmniej o 3 minuty za długo – żona zdążyła zasnąć gdy tylko przyłożyła głowę do poduszki. Gdy do tego u kobiety dochodzi niepokój związany z ciałem, jego wyglądem zmienionym przez ciążę, kwestia seksu może zejść na dalszy plan. Priorytety uległy zmianie. I choć dla większości kobiet ta zmiana priorytetów jest czymś zupełnie naturalnym, czymś, co „samo przyszło” i co, mamy nadzieję, wróci do normy, gdy dziecko nieco podrośnie, to perspektywa mężczyzny jest tu zgoła inna. Wielu mężczyzn ma w tym czasie poczucie odsunięcia, „pójścia w odstawkę”. Tęsknią za czasem, gdy byli z żoną tylko dla siebie i ma żąl do partnerki z powodu zaniedbywania jego osoby. Zdarza się, że mąż przeżywa zazdrość wynikająca z przekonania, że dziecko osłabiło uczucia żony do niego, że przestał się liczyć, nie jest już dla niej ważny. Może też odczuwać zazdrość z powodu niezwykłej więzi, jaka zaistniała między matką i niemowlakiem, przyssanym do jej piersi. Tak więc powodem rozczarowań w tym czasie bywa fakt, że wcześniej wypracowane relacje, odpowiednie dla intymnego związku dwóch osób, nie sprawdzają się, gdy rodzina się powiększa. Również samo sprawowanie opieki nad małym dzieckiem może frustrować rodzica, który wziął na siebie to zadanie w pierwszym okresie życia dziecka (wciąż zwykle jest to kobieta, choć sukcesywnie przybywa ojców na tacierzyńskich urlopach). Szczególnie, gdy ambicje lub pasje zawodowe młodych rodziców nie osłabły. Dla wielu matek jest to okres niełatwy, gdyż czują się niedowartościowane faktem, że są jedynie opiekunkami dzieci. Przeżywają to czasem jak uwięzienie, odcięcie od świata. Gdy tymczasem ich mężowie realizują się zawodowo a w związku z tym także i po części towarzysko. Z kolei mężczyzna często nie umie się odnaleźć w nowej roli opiekuna tak małego dziecka. Wielu mężczyzn z utęsknieniem czeka, aż dziecko nieco podrośnie, by móc nawiązać z nim bardziej „dorosły” kontakt – „niech już zacznie coś gadać, chodzić – wtedy już będę wiedział, jak się nim fajnie zająć”. Jest to tym bardziej widoczne, gdy żona nie dopuszcza, by mąż aktywnie opiekował się niemowlakiem, utrudniając nawiązywanie samodzielnego kontaktu z dzieckiem. Wiele z nas kobiet, niestety, chce mieć monopol na ekspercką wiedzę w tych sprawach i uważa, że mężczyzna różne rzeczy po prostu zrobi gorzej. Lub wręcz wietrzy katastrofę, sugerując mężowi, że jest niezdarny i nieodpowiedzialny. „Odejdź, wyśliźnie ci się w kąpieli”, „daj, sama zmierzę temperaturę”, „pamiętaj, kładziesz go do łóżeczka o 12” (powtórzone 5 razy, dla pewności) to teksty, które skutecznie mogą osłabić gotowość mężczyzny do zajmowania się niemowlakiem, a w związku z tym i do budowania z nim głębokiej więzi od samego początku. Doświadczenie pokazuje, że mężczyźni potrafią jednak zadbać o dziecko tak samo skutecznie jak kobiety, choć może nieco inną drogą… Tak więc wiele jest czynników, które sprawiają, że relacja małżeńska narażona jest w tym czasie na spory stres. A mówimy przecież o związku, który był dotąd satysfakcjonujący, bez większych życiowych problemów, a dziecko pojawiło się na wyraźne życzenie małżonków i jest zdrowe. Gdy brakuje tych warunków wstępnych ilość stresu gwałtownie się zwiększa. Czy jednak jesteśmy skazani na kryzys małżeński na tym etapie? Otóż nie. W końcu ponad 30% par nie odczuwa spadku zadowolenia ze związku, a część z nich wręcz doświadcza pogłębienia bliskości. Po drugie – kryzys nie oznacza, że to koniec dla naszego związku. Parom udaje się takie problemy pokonywać i wychodzić z nich zwycięsko. Kryzys związany z narodzinami pierwszego dziecka to naturalne załamanie równowagi rodzinnej związane z wejściem na nowy etap życia. Odnalezienie się w zmienionej rzeczywistości i wypracowanie nowych satysfakcjonujących relacji małżeńskich to ważne zadanie dla partnerów. Popatrzmy, co robią pary, dobrze radzące sobie z kryzysem powiększenia rodziny. Wskazówki dla małżonków z małym dzieckiem 1. Budujcie zażyłość między Wami zanim jeszcze dziecko przyjdzie na świat. Okazuje się, że małżonkowie, którzy się przyjaźnią, lubią i dobrze znają lepiej znoszą wszelkie kryzysy, także i ten. Rozmawiajcie więc dużo o swoich potrzebach, marzeniach, nadziejach i niepokojach. Łatwiej wtedy będzie zrozumieć się i rozmawiać o różniących was kwestiach, gdy przyjdzie stres związany z rodzicielstwem. Wyobrażając sobie rodzicielstwo i dziecko, które ma się narodzić róbcie to ze świadomością, że wiele z Waszych wizji może ulec zmianie, gdy dziecko już przyjdzie na świat. Dobrze jest mieć „z tyłu głowy” gotowość do elastycznego dostosowania się do nowej sytuacji, której teraz nie sposób do końca przewidzieć. 2. Włączajcie mężczyzn w opiekę nad dzieckiem od samego początku. Badania Gottmanów pokazują, że o satysfakcji z tego okresu nie decyduje fakt, czy dziecko ma kolki, czy nie, czy karmi się je piersią, czy butlą ani czy matka pracuje, czy jest na urlopie wychowawczym, tylko to, jak na przejście do fazy rodzicielstwa reaguje mąż. Czy jest w stanie przystosować się do nowych okoliczności razem z żoną (której zwykle to się udaje), czy też został z boku. Gdy tata pielęgnuje dziecko i bawi się z nim od urodzenia (a więc ma szansę je poznać i oswoić), wytwarza się miedzy nimi więź podobna do tej, jaką ma z dzieckiem kobieta. A wtedy rodzice mogą się spotkać na tej samej płaszczyźnie przeżywania rodzicielstwa i nie odsuwać się od siebie. 3. Mama musi czasem odpocząć! I tata też. To bardzo ważne, by mama mogła od czasu do czasu (najlepiej systematycznie) zostać całkowicie wyręczona przez męża w opiece nad dzieckiem. Chodzi o czas, który kobieta spożytkuje na czynności pozadomowe: wyjście samej na zakupy (i nie należy kupować w tym czasie pieluch ani odżywek), profesjonalny masaż czy fryzjer, fitness aby wrócić do formy, spotkanie z przyjaciółką mogą pozwolić odetchnąć i wrócić do domu z dobrą energią. A dla taty to okazja do wzmacniania relacji z dzieckiem i lepszego zrozumienia, z czym na co dzień zmaga się żona. Oprócz takich specjalnych dni warto w tym czasie korzystać z pomocy osób z zewnątrz. Babcie, dziadkowie czy różne ciocie zwykle chętnie zajmą się malcem. Nawet, gdyby mama miała być w tym czasie w domu i jedynie wziąć relaksującą kąpiel, poczytać gazetę czy spokojnie wypić kawę, to już duże odciążenie, które przekłada się na małżeńską satysfakcję. W tym wszystkim pamiętajcie też o potrzebach taty. Wychodzenie do pracy wprawdzie „odświeża” go na sprawy domu, ale też czasem potrzebuje zrobić coś dla siebie samego. 4. Znajdźcie czas tylko dla siebie. Najlepszym wyposażeniem, jakie dziecko może otrzymać, oprócz miłości i szacunku, to dobra, silna więź między rodzicami Dlatego tak ważne jest, by nie zatracić się w rodzicielstwie i by wspólnie dbać o swój związek. Nie trzeba tu dużo. Bardziej chodzi o jakość tej dbałości. Wiele par utrwala rytuał wieczornej rozmowy po położeniu dziecka spać. Niech to będzie codzienne 10 minut, które spędzicie tylko ze sobą, czy to opowiadając sobie dzień, czy ciepło, ale razem milcząc w przytuleniu. Gdy dziecko jest bardzo małe nie oczekujcie od siebie fajerwerków i nie liczcie na niezwykłe atrakcje, bo przeżyjecie rozczarowanie. Gdy da się już zostawić dziecko pod czyjąś opieką, wybierajcie się od czasu do czasu na randki. Zadbajcie, by był w tym właśnie klimat randki! Postarajcie się dla siebie, jak niegdyś. Nawet, gdy i tak będziecie sobie jedynie opowiadać co wasze maleństwo w tym tygodniu zrobiło… Dobrze, by sypialnia była Waszym (i tylko Waszym) azylem. Dziecko może być od początku uczone spać we własnym pokoiku lub w oddzielnym łóżeczku. Albo choć wynoszone „do siebie”, jeśli „nie macie sumienia” oddzielać go od siebie w pierwszym roku życia, szczególnie gdy jest karmione piersią. I koniecznie wynieście telewizor z sypialni! Niech będzie miejscem dla waszej intymności, gotowym na powrót radosnego seksu. 5. Uznajcie, że czas po narodzinach dziecka to czas wyjątkowy. Pary, które dobrze ten czas przechodzą, spotykają się we wspólnym rodzicielstwie. A więc „patrzą w tę samą stronę”. Uznają, że dojrzałe rodzicielstwo wymaga czasowego odłożenia swoich potrzeb na bok i nie cierpią z tego powodu. Rozmawiają jednak o tym, co zrobią, gdy już dziecko podrośnie i wykorzystują różne drobne okazje, by zadbać o swoje potrzeby. Partnerzy potrafią też znaleźć liczne okazję do wzajemnego doceniania się w tej nowej roli. Powiedz mężowi, że widzisz, jak wspaniale umie się zająć dzieckiem, jaki jest twórczy w zabawie z nim. I jak go bardzo potrzebujesz. Powiedz żonie, jaką wydaje ci się czułą matką i jak atrakcyjną kobietą wciąż jest dla ciebie, mimo widocznego zmęczenia. I jak mocno ją kochasz. Fundacja Rozwód? Poczekaj! Bardzo podoba mi się zdanie powtarzane we wspólnocie trudnych małżeństw Sychar: każde sakramentalne małżeństwo można uratować. Jestem przekonany, że z pomocą łaski jest to możliwe. Na rynku jest wiele poradników dla małżeństw przeżywających najróżniejsze kryzysy. Spełniają one ważną i pożyteczną rolę. Mądre rady, przekute na konkretne czyny, wprowadzane uczciwie i wytrwale w życie, z jednoczesnym wykorzystaniem łask nadprzyrodzonych (sakramentalnych), pomagają podnieść się z najgorszych nawet upadków i konfliktów. Byłem świadkiem wielu naprawdę cudownych odrodzeń małżeństw. Sporo par po kryzysie wzniosło się na znacznie wyższy poziom miłości, jedności, wierności i religijności (i w efekcie – szczęścia), niż było to w czasach sprzed upadku, kiedy „było jeszcze dobrze”. To pociecha dla wszystkich: upadek, na zasadzie odbicia się od dna, może być wykorzystany do wzniesienia się na wyższy (a nawet najwyższy) poziom. Wielu wielkich świętych miało w swym wcześniejszym życiu straszliwe upadki, choćby Święta Maria Magdalena czy Święty Augustyn. Potrzeba pokory Dlaczego jednak małżeństwa niejednokrotnie szukają pomocy dopiero wtedy, gdy przeżywają naprawdę poważny kryzys? Zwłaszcza my, mężczyźni, długo bronimy się przed myślą, że jest po prostu źle. Znacznie łatwiej jest oskarżyć żonę, niż uznać w pokorze swój udział w zaistniałej niedobrej sytuacji: „Ja nie mam problemu, jeżeli ty masz problem, to idź do specjalisty – psychologa, psychiatry, terapeuty”. Takie postawienie sprawy pozwala zachować dobre samopoczucie, a nawet usprawiedliwić własne niedociągnięcia. Mąż widzi problem wyłącznie w żonie: „Jak ma problem, to niech idzie do psychiatry. Przecież ja jestem w porządku”. To typowe wypieranie przez mężczyzn faktu zaistnienia problemu małżeńskiego dość łatwo można wytłumaczyć. Po pierwsze: mężczyźni naprawdę gorzej od kobiet dostrzegają trudne sytuacje w relacjach międzyludzkich (zachowując się jak słoń w sklepie z porcelaną). Po drugie: przyznanie się do faktu zaistnienia takiej sytuacji jest swoistą ujmą na honorze. Skoro mam problem, to znaczy, że sobie nie radzę, nie potrafię go rozwiązać, co ze mnie za mężczyzna? Bezwiednie wypychamy problem ze świadomości, udając przed samymi sobą, że wszystko jest w porządku. Trudno nam się przyznać do własnej niedoskonałości. Boimy się, że wyjdzie na to, że: albo jestem głupi i nie wiem, co dobre, albo nie potrafię sobie poradzić z wprowadzeniem w życie tego, o czym wiem, że jest dobre. W każdą stronę źle: albo niedostatki w rozumie, albo w umiejętnościach lub w słabości woli. Nie, na to nie można sobie pozwolić. To żona ma problem… Niestety, nierzadko dziś i kobietom brak pokory, żeby udać się po pomoc w celu naprawiania małżeństwa. Za to nie brak doradców podpowiadających jej: „nie daj się dziadowi, dowal mu, rozwiedź się, co się będziesz męczyć, załatw sobie wysokie alimenty i żyj jak pączek w maśle… na jego koszt”. Niestety, udało się osiągnąć niespotykane w historii zbuntowanie kobiet przeciwko mężczyznom. Szkoda! Dla sprawiedliwości trzeba dodać, że obie strony mają w tym swój udział. Tak czy inaczej, małżonkowie przeżywający kryzys powinni pokornie szukać pomocy ludzi kompetentnych i jednocześnie dobrych i życzliwych oraz wyznających ten sam system wartości (oby Boży). Mówiąc wprost – radzę katolikom korzystać z pomocy doradców będących katolikami wierzącymi i praktykującymi. Ważnym elementem uwiarygadniającym jest ład osobisty w życiu doradcy. Nie radzę szukać pomocy u terapeuty, który „zna życie, bo sam miał już kilka żon (czy mężów)”. Często tacy „pomagacze” pochopnie doradzają rozwód jako rozwiązanie problemów. Bardzo podoba mi się zdanie powtarzane we wspólnocie trudnych małżeństw Sychar: każde sakramentalne małżeństwo można uratować. Jestem przekonany, że z pomocą łaski jest to możliwe. Jak zapobiegać kryzysom? Nie neguję potrzeby pomagania małżeństwom w kryzysie, jednak chciałbym pochylić się nad problemem, co robić, by do kryzysu nie doszło. W myśl strażackiego hasła: „lepiej zapobiegać niż gasić”. Aby poważnie potraktować temat, trzeba najpierw postawić diagnozę, dlaczego dochodzi do kryzysów w małżeństwach. Nie sposób oczywiście opisać wszystkich przyczyn, ale pewne ważniejsze i często występujące warto chociaż wymienić. Ostatecznie o życiu człowieka wierzącego decydują trzy czynniki: rozum, wola i łaska. Odrzucający Boga na własne życzenie rezygnuje z darmowej łaski. Szkoda. Rozum ma pomóc rozpoznać, co jest dla człowieka dobre i pożyteczne (tu, na ziemi, i z punktu widzenia wieczności), wola umożliwia realizację dobrego, nawet trudnego planu życia, a łaska wspiera tam, gdzie sił ludzkich najzwyczajniej nie starcza. Od razu muszę dodać, że doświadczenie ponad 30 lat działalności w poradnictwie rodzinnym pokazuje jednoznacznie, że ci, którzy naprawdę trzymają się Boga, Jego przykazań, modlitwy (zwłaszcza wspólnej, małżeńskiej), praktyk religijnych oraz sakramentów po prostu do poważnych kryzysów nigdy nie dochodzą. Owszem, miewają najróżniejsze trudności, lecz zazwyczaj pokonywanie ich jeszcze bardziej cementuje ich małżeńską więź. Jednoznacznie jest to opisane w przypowieści o domu na skale. Gdy dom zbudowany jest na skale, to co prawda uderzą w niego wichry i nawałnice, ale dom się ostoi, bo na skale jest zbudowany (por. Mt 7,24-27). W innym miejscu czytamy: skałą jest Chrystus (por. 1 Kor 10,4). Gdy małżeństwo przeżywa kryzys, zwykle poprzedzony oddaleniem się od Boga i Jego przykazań, to naprawa jest istotnie uzależniona od powrotu do Boga. Spowiedź, wspólna modlitwa, pełne uczestnictwo we Mszy św. (Komunia Święta) działają nieraz jak cudowny balsam na rany małżonków. Im bardziej „przytulą się” oboje do Pana Boga na etapie naprawiania swego małżeństwa, tym szybciej i pewniej powstają z upadku. Zaznaczam, że powyższe stwierdzenia nie są pochodną mojej pobożności, lecz w oczywisty sposób wynikają one z praktyki życiowej. Podstawą do takiego twierdzenia są rozmowy w poradni małżeńskiej z tysiącami małżeństw przeżywającymi najróżniejsze kryzysy. Oczywiście zwykłe dbanie o piękną codzienność małżeństwa także skutecznie chroni przed kryzysami. Przyczyny kryzysów Przejdźmy do bardziej szczegółowej diagnozy. Co, poza odejściem od Boga i przykazań, jest najczęstszą przyczyną kryzysów małżeńskich? Po pierwsze: fałszywa (lub skrajnie niezgodna) wizja miłości małżeńskiej i kształtu rodziny u obojga małżonków. Po drugie: niedojrzałość uniemożliwiająca budowę głębokiej miłości opartej na altruizmie. Dalej: nieświadomość różnic pomiędzy kobietą i mężczyzną, będąca podstawą nieporozumień i rozlicznych pretensji, łącznie z oskarżaniem o złą wolę. Kolejno trzeba by wyliczyć sferę seksualności, w której oczekiwania i wyobrażenia obojga są często nie do pogodzenia. Wniesione w małżeństwo wcześniejsze doświadczenia seksualne, korzystanie z pornografii, samogwałt, antykoncepcja czy nawet aborcja, a w końcu zdrady małżeńskie powodują trudno gojące się rany i są poważnym zagrożeniem dla miłości małżeńskiej. Dalszą przyczyną trudności w małżeństwie jest zaniedbanie troski o to, by małżonkowi ze mną było… po prostu dobrze, miło i przyjemnie. Troska ta na etapie zakochania, imponowania sobie i zdobywania przychodzi naturalnie, niejako bez wysiłku. Kiedy jednak zaczyna się proza życia, gdy przychodzi zmęczenie, niewyspanie, stresy, zwykła codzienność, wówczas łatwo jest zaniedbać troskę o dobre samopoczucie współmałżonka. Chodzi tu także o dowartościowanie żony w jej kobiecości, a więc docenienie piękna i dobra, które rozsiewa wokół siebie swoją działalnością. Kobieta wtedy czuje się kochana i to jest dla niej najważniejsze. Mężczyzna z kolei pragnie być doceniony za swoją mądrość, sprawność, odpowiedzialność, za trud wkładany w zabezpieczenie materialne (oby nie tylko) życia rodziny. Pragnie czuć się ważny, potrzebny i szanowany. Problem potęguje sytuacja, gdy mężczyzna nie czuje się w małżeństwie najlepiej i w „odwecie” traktuje żonę coraz gorzej. Analogicznie niezadowolona żona traktuje coraz gorzej męża. Niewidoczna spirala coraz gorszego wzajemnego traktowania się małżonków dotyka wiele małżeństw. Osobnym, bardzo bolesnym problemem jest nieżyczliwe traktowanie rodziny współmałżonka, zwłaszcza mamy, z którą więzi emocjonalne są zwykle najsilniejsze. Złe relacje z teściami potrafią zniszczyć najlepiej zapowiadające się małżeństwo. Niezależnie od tego, czy teściowa postępuje wzorowo, czy jest (a bywa i tak) nieznośna, należy się jej życzliwość choćby z tytułu tego, że wspólnie z mężem i – Bogiem przekazała życie naszemu współmałżonkowi. I wreszcie ostatnie źródło kryzysów to nieumiejętność komunikacji. Wiele par nie potrafi prowadzić rozmowy, która buduje więź i która nie jest koncertem życzeń oraz wzajemnych pretensji i wypominań, ale życzliwym wsłuchiwaniem się w problemy współmałżonka i próbą zaradzenia im. Dobra, życzliwa rozmowa jest praktycznie najsilniejszym narzędziem służącym zarówno budowie pięknej więzi małżeńskiej, jak i odbudowie jej w przypadku kryzysu. Wymienione treści są bardzo istotne. Ważne jest, by nie zaczynać od słów, obietnic i zapewnień, lecz od konkretnych czynów. W słowa można nie wierzyć (zwłaszcza po wielu zawodach), jednak czyny przemawiają. Jeśli będą wypełniane z miłością i wytrwale, bez zniechęcenia, to zawsze przyniosą efekty. I to efekty podwójne. Osoba „atakowana” dobrymi czynami, prędzej czy później, musi uznać ich prawdziwość, wymowę. Oczywiście, przy silnym zranieniu ten proces jest długi. Drugim efektem (nie mniej ważnym) jest przemiana osoby, która dobrze czyni. W dziele Osoba i czyn Karol Wojtyła pisze, że czyny dobre przechodzą na sprawcę, że czyny zewnętrzne się uwewnętrzniają. Ten, kto czyni dobro, staje się zawsze lepszym człowiekiem przez swoje działania. Osiągnięta choćby minimalna poprawa relacji małżeńskiej powinna być z radością przyjęta. Daje ona bowiem iskierkę nadziei na to, że jeszcze nie wszystko stracone, że jeszcze wszystko da się naprawić. Drobny nawet sukces uskrzydla i jeżeli skrzydeł sobie nawzajem małżonkowie nie będą podcinać, to ten malutki sukces może być początkiem prawdziwej przemiany. O wiele więcej znajdziesz w naszym sklepie! data publikacji: 15:00, data aktualizacji: 15:16 ten tekst przeczytasz w 4 minuty Zawierając związek małżeński, myślimy o uczuciach i wspólnej przyszłości pełnej uczuć i radości. Niestety nie jesteśmy w stanie zawsze przewidzieć wszystkich wydarzeń, które wpływają na nasze życie. W różnych momentach dotyka nas kryzys w małżeństwie, którego wszyscy chcą uniknąć. Może on doprowadzić do rozpadu związku, ale z drugiej strony także go wzmocnić. Jak poradzić sobie z kryzysem i wyjść z niego obronną ręką? nd3000 / iStock Potrzebujesz porady? Umów e-wizytę 459 lekarzy teraz online Przyczyny kryzysu w małżeństwie Sposoby ratowania związku Przyczyny kryzysu w małżeństwie Do kryzysu w małżeństwie dochodzi w sytuacji, gdy oczekiwania partnerów zaczynają się coraz bardziej różnić. Najczęściej odmienne zdanie pojawia się w sytuacji przełomowej i wyjątkowo problematycznej. Przyczyną kryzysu może być wprowadzenie małżonka do nowej rodziny, na przykład ze względu na sposób bycia, nawyki, obyczaje, tradycje i odmienne wartości, które mogą dzielić. Dochodzi do sytuacji, w której musimy pogodzić swój dotychczasowy świat i przekonania z miłością i lojalnością wobec partnera. To może prowadzić do spięć i kłótni. Partner może oczekiwać innych zachowań bądź kompromisów, co może w nas budzić stres i problem z rozwiązaniem sporu. Inną przyczyną może okazać się urodzenie dziecka. Takie wydarzenie całkowicie odmienia dotychczasowe życie. Zdarza się, że niektórym ciężko się odnaleźć w nowej rzeczywistości i pogodzić z porzuceniem dawnego stylu życia. Szczególnie chodzi o odnalezienie się w nowej roli, poradzenie sobie z presją i odpowiedzialnością. Problemem może być także poziom relacji intymnych po narodzinach potomka. Kolejną z przyczyn jest sposób wychowania dziecka i etapy jego rozwoju. Problematyczne staje się życie, gdy dziecko opuszcza rodzinny dom. Ogólnie można stwierdzić, że przyczyną kryzysu w małżeństwie może stać się każdy ważny i przełomowy moment życia. Takim powodem jest też utrata pracy jednego z partnerów lub plany zawodowe burzące dotychczasowy porządek. Przyczyną kryzysu staje się również remont, przeprowadzka, choroba w rodzinie, śmierć bliskiej osoby, silne i traumatyczne przeżycia lub też zdrada. Sposoby ratowania związku Aby naprawić sytuację w małżeństwie, należy przede wszystkim zastanowić się, co stało się przyczyną problemów. Jest to podstawa naprawy sytuacji i zażegnania kryzysu. Ważne, aby w trakcie trwania problematycznej chwili wspólnie zająć się sprawą, która nas różni. Zdecydowanie pomocne będzie oddzielenie emocji i celu, do którego dążymy, aby zlikwidować kryzys i naprawić relacje między małżonkami. Bazą rozwiązania konfliktowej sytuacji jest spokojna rozmowa i przeanalizowanie przyczyn oraz propozycja zażegnania problemu. W trakcie rozmowy można przedstawić swoją opinię, wyrazić emocje i uczucia oraz swoje potrzeby. Każda ze stron musi dać możliwość na pełne uzewnętrznienie się małżonka. Jest to podstawa do znalezienia rozwiązania i podjęcia próby naprawy relacji. Jeżeli przyczyną kryzysu w małżeństwie jest sposób codziennego funkcjonowania, rutyna lub irytujące nawyki, rozmowa i wszelkie próby wskazania komuś błędnych działań mogą tylko pogorszyć sytuację. Wtedy najskuteczniejsza będzie zmiana zachowań, która może się okazać inspiracją dla drugiej strony. Drobne gesty mogą bardzo poprawić relacje między partnerami. Dzięki temu buduje się zaufanie, podtrzymuje uczucie i zbliża małżonków. Nie można jednak wpaść w pułapkę. Podstawą naprawy relacji jest otwarcie dwóch stron na dialog. Gdy jeden partner będzie oczekiwał zmiany postępowania tylko od drugiej strony, konflikt nie będzie mógł zostać rozwiązany. Zmianę należy zacząć od siebie. Bez tego nie będziemy w stanie pozytywnie podejść do kompromisu. Pamiętajmy, że problemy wynikają z zachowań każdej ze stron, choć proporcje mogą być różne. Zamiast czekać biernie na ruch z drugiej strony, musimy wykazać dobrą wolę i podjąć pewne kroki, pokazać zaangażowanie. Czasami są to proste czynności, które wystarczą na załagodzenie prostych problemów. Może to być kolacja we dwoje, szczególnie po ciąży, gdy życie zmieniło swój rytm, a kobieta mogła przestać czuć się atrakcyjnie. Często problemy powodują drobne sytuacje i zaniedbania, więc po chwili refleksji warto zrobić coś z myślą o drugiej osobie i zapewnić jej miłe chwile. Więzi za każdym razem muszą być odbudowane, bez względu na to, czy małżeństwo trwa kilka lat, czy staż jest zdecydowanie dłuższy. Nie osiągniemy zgody i poprawy relacji, jeżeli nie nauczymy się wybaczać i przyjąć także swojej winy. Skupianie się na przeszłości i negatywnych emocjach nie pomoże, aby budować zdrową relację. Kluczem musi być patrzenie w przyszłość, znalezienie porozumienia, być może wspólnego hobby. Należy pamiętać, że najważniejsza jest szczera rozmowa i uzmysłowienie partnerowi naszego punktu widzenia w atmosferze spokoju i bez zbędnych nerwów. Gdy dobrze ustalimy przyczyny i je zlikwidujemy, możemy naprawić ważną dla nas relację. Potrzebna jest jednak cierpliwość. Ponadto pamiętajmy, że kryzys pojawia się w każdym małżeństwie. Nie powinniśmy z góry zakładać, że z nami jest coś nie tak, takie sytuacje zdarzają się każdemu. Warto, aby na nie reagować i dbać na bieżąco o relację. małżeństwo kryzys w małżeństwie rozwód zdrada narodziny dziecka konflikty kompromis dialog Lekarz: na granicy białoruskiej kryzys się nie skończył, tam cały czas cierpią dorośli i dzieci Gościem programu "Onet Rano." był anestezjolog Jakub Sieczko z grupy "Medycy na granicy". Powiedział, że choć wojna w Ukrainie przykuwa większą uwagę, to kryzys... Jak mądrze pomagać uchodźcom z Ukrainy? Psycholog: człowieka w kryzysie można porównać do papierowej chusteczki Wybuch wojny, bez względu na to, jak byśmy się do niego przygotowywali, zawsze stanowi olbrzymi szok. Doświadczają go teraz Ukraińcy, a nawet, choć w zdecydowanie... Monika Zieleniewska Kryzys wieku średniego. Czym się objawia i jak sobie z nim radzić? Kryzys wieku średniego to zjawisko traktowane zwykle z przymrużeniem oka, temat żartów i ironicznych docinek. Jest on jednak realnym zjawiskiem psychologicznym,... Lekarz z Hajnówki: trudno sobie wyobrazić, co jeszcze może się wydarzyć – Rok temu, po jesiennej fali COVID-19, myślałem, że nic gorszego nie może nas spotkać. Okazało się inaczej. Mamy kolejną fatalną falę pandemii, respiratory... Monika Mikołajska Kryzys na granicy. Polska Misja Medyczna: z niczym podobnym nie mieliśmy w Polsce do czynienia "Wiemy, że migrantom brakuje jedzenia i wody, mamy raporty, że piją brudną wodę z kałuży. Wiemy, że białoruscy funkcjonariusze pozbawiają ich pieniędzy, że są... Monika Mikołajska Wzrastająca liczba zakażeń COVID-19 w czasie kryzysu w służbie zdrowia. Lekarz: czeka nas katastrofa 6 października Ministerstwo Zdrowia poinformowało o 2 tys. 85 zakażeniach COVID-19. To najwięcej od 20 maja. Liczba jest podobna do tej sprzed roku. Pod koniec... Adrian Dąbek Lekarze patrzą, jak przyjeżdżają kolejne karetki przywożące dzieci. Nie ma dla nich miejsc Agnieszka Mazur-Puchała Ochrona zdrowia na skraju załamania. "280 placówek może zostać zamkniętych" Publicznej służbie zdrowia w Polsce grozi potężny kryzys. Kryzys z przepracowania, niedoinwestowania i ogólnego niezadowolenia personelu z warunków pracy. - Jeśli... Beata Michalik Pandemia koronawirusa sprzyja nałogom, bo potęguje je każdy nowy kryzys [WYJAŚNIAMY] Tuż po złagodzeniu przepisów dotyczących społecznej kwarantanny, które zbiegło się z ciepłą słoneczną pogodą, zapełniły się miejskie tereny zielone, parki i lasy.... Monika Zieleniewska Brexit doprowadzi do kolejnego kryzysu lekowego? Wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej nie pozostanie bez wpływu na branżę farmaceutyczną. Kolejny kryzys lekowy w Polsce wisi na włosku. Wszystko zależy... Aleksandra Lipiec

kryzys w małżeństwie po 30 latach