Debiut Olgi Łyjak na Orlej Perci w rekordowym czasie 1 godz. 37 min., ze wsparciem Jurka Krzemińskiego. Ślad GPS: https://www.strava.com/activities/730154347
Координати. Маркування маршруту Шлях спускається з Козєго Вєрху Карта Орльої Перці Шлях спускається з Козіх Чубів Шлях на Козїм Вєрху
Ciekawe części szlaku i piękne widoki ze szczytów. 3 osobowa wyprawa Murowaniec-Orla Perć-Kuźnice.Muzyka:Mike Kelleher - Espionage
Spełniło się nasze marzenie, 09,2020 przeszliśmy pierwszy kawałek Orlej Perci z Zawratu do Koziego Wierchu.W następnym roku chcemy zrobić resztę, czy nam się
Tatry, biegi, Orla Perć, góryFotorelacja z biegu ze startem i metą w Brzezinach przez Orlą Perć (jak na mapce).Czas: 6 h może nie imponuje, ale jak na moje 6
letak tombol manual tv led sharp aquos. Czy da się przejść Orlą Perć spędzając tylko 1 dzień na szlaku? Odpowiedź jest dosyć prosta: Da się, aczkolwiek przed podróżą trzeba wziąć kilka ważnych aspektów pod uwagę. Po pierwsze i najważniejsze: oceń samego siebie, a dokładnie swoją kondycję i doświadczenie w górach. Orla Perć to wymagający szlak, a żeby do niego dotrzeć trzeba również pokonać kawał drogi. Po drugie: Zaplanuj sobie całą trasę, w szczególności gdy zamierzasz wyruszyć z rana i wrócić wieczorem, nie uwzględniając noclegu w schronisku. Po trzecie: Jeśli myślisz o noclegu w schronisku polecam wcześniej zarezerwować spanie, żeby później nie być zmuszonym do rozwijania śpiwora na ławce. Zdecydowana/y? No to ruszamy na szlak! Samochód zostawiamy na parkingu przy ulicy Bronisława Czecha (płatny ok 25zł za cały dzień), skąd ruszamy pieszo w stronę Kuźnic (można skorzystać z podwozu taksówką-busem, koszt ok 5 zł). Kupujemy bilet wstępu do Tatrzańskiego Parku Narodowego, przekraczamy rzekę Bystrą i startujemy szlakiem niebieskim pod górę. Początkowe 20-30 minut jest trochę nudnawe, ale już niebawem możemy podziwiać pierwsze widoki. Nieco ponad godzinę zajmuje dotarcie do Doliny Gąsienicowej, gdzie w oddali ujrzymy nasz dzisiejszy cel, czyli szczyty Orlej Perci. W czasie 1,5 godziny docieramy do ‘Murowańca’, pierwszego i ostatniego schroniska dzisiejszego wypadu. Szybka herbatka, szarlotka (rewelacja), dokupienie plastrów na otarcia i idziemy dalej. Mamy zdecydowanie sporo szczęścia, bo słońce bardzo szybko zaczyna przygrzewać i będzie nam towarzyszyć przez cały dzień. 30 minut co raz to ciekawszej trasy pozwala na dotarcie do Czarnego Stawu Gąsienicowego. Widok zapiera dech w piersiach. Przysiadam na kamieniu i uświadamiam sobie, że tak naprawdę to mi wystarczy, mogę tu siedzieć i lampić się na ten obłędnie piękny krajobraz. Obchodzimy zbiornik wodny dookoła i rozpoczyna się prawdziwa część Tatr. Jeszcze szybki rzut oka na Czarny Staw od drugiej strony i zaczynamy wspinaczkę. Trasa na Zawrat nie należy do specjalnie niebezpiecznych, ale na pewno jest wymagająca. Niemal pionowe podejście mocno eksploatuje organizm i mięśnie nóg. Końcowa cześć wyposażona jest w łańcuchy pomagające w przeprawie. Dochodzimy do przełęczy. Tam, podobnie jak większość piechurów robimy sobie trzydziestominutową przerwę, podziwiamy widoki, spokojny posiłek i jesteśmy gotowi na Orlą Perć. Zaczynamy! Początkowy fragment trasy wydaje się być niezbyt wymagający, choć podłoże jest już nierówne i niestabilne. Po około 20 minutach ‘rozgrzewki’ docieramy do pierwszych zejść i łańcuchów. Nareszcie! Tu zaczyna się zabawa. Każdy krok ostrożny i przemyślany, z asekuracją łańcucha. Jednocześnie ciężko jest się skupić na tym, co pod stopami, gdyż widoki są zniewalające. Około godziny drogi zajmuje nam dotarcie to słynnej drabinki. Tworzy się mały korek, co można wykorzystać na posilenie się, uzupełnienie elektrolitów (tak, pierwsze skurcze już za nami) i ponakręcanie się nawzajem na najbliższą przeszkodę. Sama drabinka faktycznie powoduje lekkie trzęsienie nóg. Schodzimy po niemalże pionowej skale w dół, następnie przechodzimy na małą półkę, po której przemieszczamy się wzdłuż skalnej grani. W tym miejscu zaczyna się, moim zdaniem, najciekawszy fragment Orlej Perci. Niezliczona ilość zejść i podejść, wymagające przejścia po łańcuchach, niejednokrotnie pionowe zbocza, przy których głównie używamy siły rąk wspinając się co raz wyżej, do tego prowizoryczne drabinki i nierówne podłoże. Z uśmiechem i satysfakcją mówię do siebie ‘właśnie po to tu przylazłeś’. Czas na powrót Z racji tego, że robi się już późno decydujemy się skrócić trasę i zejść z Orlej na wysokości Skrajnych Granatów. Ostatnia część drogi, czyli odcinek od Żlebu Kulczyńskiego jest troszeczkę inny niż początkowa. Sporo stromych zejść i podejść, kamyczki zsypujące się spod stóp, no i kolejne słynne miejsce, czyli przeskok nad przepaścią. A ściślej rzecz ujmując jeden większy krok pomiędzy rozdzielonymi fragmentami skał. Zmęczenie daje o sobie znać, nogi z ołowiu, ciuchy przepocone, rozmowa klei się nieco słabiej. Docieramy do Skrajnych Granatów, cała trasa od przełęczy Zawrat zajmuje nam 4,5 godziny. Decydujemy się podążać żółtym szlakiem. Ostatni odcinek Orlej Perci do Przełęczy Krzyżne pozostaje nam do zdobycia w następnym roku. Końcowy etap trasy, jeśli tak można nazwać 4 godziny schodzenia w dół mija nam na rozmyślaniu o teleportacji i innych aspektach science-fiction, które mogłyby przyspieszyć dotarcie do kwatery i walnięcie się na wyro. Jesteśmy już naprawdę zmęczeni, kiedy osiągamy schronisko. Szybkie uzupełnienie płynów i ostatni odcinek pokonujemy w szarówce, a na koniec w mroku. Wycieńczeni, ale niezmiernie usatysfakcjonowani dochodzimy do Zakopanego. Podsumowanie Wracając do pytania zadanego w tytule relacji, czy da się przejść Orlą Perć (trasa Zawrat-Krzyżne) w 1 dzień? Nam się nie udało, choć tempo nie było najgorsze. Jednocześnie uważam, że jest to możliwe nawet wybierając się z Zakopanego i na Zakopanem wycieczkę kończąc. Powinno się to udać szczególnie w miesiącach czerwcu i lipcu, kiedy dzień jest dłuższy. Polecam wtedy wystartować około godziny 6:00, przy dobrym marszu wrócimy około 22:00 :). Jest to wymagająca opcja, dlatego polecam raczej trasę do Skrajnych Granatów lub nocleg w schronisku. Dodam na koniec jeszcze jedną istotną rzecz, która uwidacznia się podczas wędrówek pieszych po górach (zwłaszcza w wyższych partiach). Świetnie jest spotykać tyle miło i otwarcie nastawionych ludzi na szlaku, móc nawiązać krótszą lub dłuższą rozmowę lub chociażby przywitać się, czy uśmiechnąć. Szukasz towarzystwa? Idź w góry ! A tutaj znajdziecie naszą skrótową relację najciekawszych fragmentów trasy Zawrat-Kozi Wierch w formie video:
12 sierpnia 2021, 14:28 Perć to jeden z najtrudniejszych, ale i niezwykle pięknych tatrzańskich szlaków. Od początku kronik górskich wiadomo, że śmierć poniosło tam już ponad 100 osób. Tymczasem Orla Perć przyciąga setki turystów nie zawsze przygotowanych do takiej wędrówki. Co ich tak ciągnie? Być może zła sława tego szlaku, skala trudności, albo po prostu chęć cyknięcia fotki np. na drabince na Koziej i wrzucenie na Facebooka? Tak czy siak co roku na Orlą zmierzają tysiące ludzi. Co tam czeka wędrowców? Zobaczcie na tym zdjęciowym przewodniku - odcinek między Zawratem a Kozim Wierchem. Zdjęcia szlaku są autorstwa właściciela portalu
Pogoda ostatnio niezmiennie rozpieszcza. Znowu zatęskniłem za górami, ale Ukochana stwierdziła, że ma już przesyt i mogę sobie jechać sam. Stwierdziłem, że skoro tak, to wyskoczę w Tatry przypomnieć sobie jak wygląda Orla Perć. Kiedyś był to mój ulubiony szlak, niestety w ostatnich latach jakoś tak wypada, że rzadko się tam pojawiam. Postanowiłem poważnie podejść do problemu i nastawiłem budzik na 2:00, co poskutkowało tym, że fotkę rozpoczynającą pod autem w Zakopcu zrobiłem o 4:39, a następnie ruszyłem z buta do Kuźnic. Na dzień dobry wybrałem szlak niebieski przez Skupniów Upłaz, kiedy wyszedłem ponad las zaczynało szarzeć i można było schować czołówkę. Wschód słońca oglądałem jedząc drugie śniadanie na ławeczkach powyżej schroniska. Tam też spotkałem pierwszych turystów, którzy mieli w planie Orlą + Świnicę na początek. Mój plan był zacząć od Przełęczy Krzyżne, iść sobie niespiesznie robiąc dużo zdjęć i skończyć tam gdzie akurat wypadnie - sielanka. Ruszyłem więc całkowicie zacienioną Doliną Pańszczycy, podziwiając pięknie oświetlone szczyty. Dopiero na przełęczy znowu zobaczyłem słońce. W całkowitej samotności rozpocząłem wędrówkę. Początkowo Orlą idzie się jak zwykłym szlakiem. Było cieplutko, bezwietrznie, niskie słońce przepięknie oświetlało góry. Wkrótce pojawiły się łańcuchy. Naprzemiennie, dół i w górę, strome żleby, przepaście. Fajnie się szło, bo zupełnie pusto. Ruch zaczął się dopiero przy Granatach, ale nie jakiś masakryczny. Spotkałem troje turystów, z których spotkałem rano o wschodzie. Szybko im poszło z tą Świnicą. Zażartowałem, że ja też muszę zaliczyć Świnicę, skoro oni dali radę. Całą drogę starałem się dokładnie analizować trudności, żeby wyczaić jakieś odcinki, na które mógłbym zabrać Ukochaną. Niewiele by się tego znalazło, np. od Skrajnego Granatu do Zadniego - co miałem już na oku wcześniej, ale teraz wyczaiłem jeszcze jeden prosty odcinek: wyjść Żlebem Kulczyńskiego na Kozi Wierch i zejść do Piątki. Pozostałe odcinki, niestety nie dla Ukochanej. Na Kozim Wierchu zastanawiałem się co dalej. Teoretycznie szlak robi się jednokierunkowy i nie można zejść na Kozią Przełęcz. Wracać się do Koziej Dolinki trochę mi się nie chciało. Czasowo wyglądało, że mógłbym spokojnie dość nawet do Zawratu i w ten sposób zaliczyć całość Orlej, co było kuszące. Posiedziałem, pojadłem, popiłem, pogadałem z ludźmi, porobiłem zdjęcia. Przekonałem nawet dwóch chłopaków, którzy szli od Kasprowego, żeby się nie napinali, na przejście Orlej do końca. Jeden czuł się mocny i kozaczył przed drugim, że do 19:00 dojdą na Krzyżne, najtrudniejszy odcinek za nimi, za za Granatami nie ma już łańcuchów. Uświadomiłem, że są... dużo łańcuchów. W końcu zdecydowałem się pójść pod prąd. Wiem nieładnie, ale przepuszczałem wszystkich, co jeszcze bardziej spowolniło moje i tak wolne tempo. Faktycznie odcinek Kozi - Kozia można uznać za najtrudniejszy kawałek Orlej Perci, ale widoki w stronę Świnicy wynagradzają wszystko. W okolicach Koziej na szlaku było już bardzo mało ludzi. Na dodatek odniosłem wrażenie, że ci którzy tutaj jeszcze są, bardzo tego żałują. Chłopak z dziewczyną, on klnie na czym świat stoi, żali mi się: "rozjebałem zegarek, rozleciały mi się adidasy", co za skurwiel wymyślił te łańcuchy!", "pierwszy raz na orlej?" pytam... "tak, pierwszy i kurwa ostatni". Kawałek dalej słyszę, że się pokłócili, tak na serio. Dziewczyna zaczęła śmigać po łańcuchach w górę, a on stał i rzucał za nią kurwami. Od Koziej do Zawratu nie ma już nikogo na szlaku, więc poruszam się dość szybko. Jednak coraz częściej myślę o Świnicy - wszystko przez tych spotkanych po drodze i mój rzucony na Granatach żart. Na Zawracie jestem 17:15, tabliczka pokazuje 2h do Murowańca, czyli zdążyłbym tam zejść przed zmrokiem, a potem z czołówką do Zakopca. Ostatnie spojrzenie na góry. Słońca pod wieczór coraz więcej. Piękny byłby zachód na Świnicy. No ale brakło czasu. No jak to, kurde... mnie brakło czasu? Sam idę i nie zdążyłem? Co jest ze mną nie tak starość? Nie no, jakbym poszedł na dół, to niskie morale by mnie dobiło. Idę na Świnicę Dosłownie moment i już jestem. Powietrze mocno nieprzejrzyste, ale jest dobrze Jem sobie kolację. Na kolację miałem dokładnie to samo co na obiad i śniadanie Na szczycie jest jeszcze gościu z mamą, mają nocleg w Piątce. Zbierają się, zostaję sam. W końcu i ja się zbieram i nagle szok. Na szczyt wychodzą chłopaczek z dziewuszką. Bardzo młodzi, 15-16 lat na oko. Wychodząc na górę minąłem ich 5 minut przed szczytem. Wyglądało na to, że oni te 5 minut robili w pół godziny. Dziewuszka ma bardzo niewyraźną minę, jakby się miała rozpłakać. Chłopaczek rozgląda się dookoła i pyta "czy wie pan, którędy schodzi czerwony szlak na dół?". Odpowiadam, że dokładnie tak jak wyszli, rozwidlenie do Świnickiej Przełęczy jest trochę pod szczytem i pokazuję palcem. Dziewuszka patrzy przerażona, na łańcuchy, po których przed chwilą tu weszła i mówi, że tędy nie zejdzie. Stoimy tak we trójkę, chłopaczek mówi, żebym szedł przodem, a oni jakoś powoli dadzą radę. Idę, ale w głowie mam milion myśli... Przecież nie można ich tak zostawić? Czy mają chociaż czołówki? Jedzenie, picie, coś więcej do ubrania? Stanąłem na rozwidleniu, patrzę wstecz - oni ciągle na górze, zaplątani w łańcuchy, dziewuszka trzyma się kurczowo rękami i zębami, chłopaczek ciągnie ją za nogę w dół. Na szczęście objawił się jakiś koleś. Zamieniłem z nim parę słów, zamierza nocować na szczycie, ma porządny sprzęt foto, nastawia się na fotografowanie zachodu i wschodu. Pojawia się jeszcze para, przygotowana na biwak w namiocie. Idą na zachód na szczyt, a potem rozbiją się gdzieś niżej. Z ulgą pozostawiam młodych pod ich opieką i postanawiam ratować siebie. Dzień kończy się piękną grą światła. Powrót idzie mi dobrze. Jestem już przy schronisku. Zmęczony ale zadowolony z siebie. Spotykam chłopaków, którym na Kozim uświadamiałem trudy parcia na Krzyżne. Okazało się, że dopiero po 18:00 byli na Skrajnym Granacie i mając w głowie moje ostrzeżenia zeszli w dół. Razem schodzimy do Zakopanego rozmawiając o górach. 21:30 jestem przy aucie. Przed północą w domu. Warto było Jeżeli komuś mało zdjęć to link do sporej galerii tutaj: Ogólnie zrobiłem 364 zdjęcia (takie, które zostają), a migawka klapneła mi 1436 razy... to chyba mój jednodniowy rekord, ale wycieczka była długa - 17 godzin, to chyba też nowy rekord
Prawdopodobnie każdy słyszał o Orlej Perci. Opowieści o tym najtrudniejszym szlaku w Tatrach budzą zainteresowanie zarówno wśród początkujących wspinaczy, jak i doświadczonych miłośników górskich wędrówek. Szlak Orlej Perci prowadzi przez najbardziej majestatyczne szczyty i przełęcze Tatr, a jego charakter można porównać do „via ferrat”. Orla Perć - wprowadzenie na najtrudniejszy tarzański szlak Ze względu na znaczny stopień trudności tego tatrzańskiego szlaku, każdy turysta przed wędrówką powinien się odpowiednio przygotować oraz zdobyć wiedzę na temat samej trasy. Nie bez znaczenia jest również szczęście co do pogody. Poza tym w słoneczne dni można liczyć na naprawdę piękne widoki. Poniższy tekst odpowie na najważniejsze pytania dotyczące tego wymagającego odcinka w polskich Tatrach Orla Perć jest najdłuższym graniowym szlakiem w Tatrach Wysokich, który prowadzi większością długiej wschodniej grani Świnicy. Szlak Orla Perć często uważany jest za najtrudniejszy i najniebezpieczniejszy w Tatrach i całej Polsce. Poprowadzony jest stokami oraz granią przez przełęcze i szczyty, między przełęczami Zawrat (2158 m i Krzyżne (2112 m i dalej grzbietem Wołoszyna na Polanę pod Wołoszynem. Dodatkowych trudności dostarcza zmienna górska pogoda – jak wiadomo, nawet w niższych górach potrafi być Kapryśna, a Orla Perć jest położona na wysokości ponad 2000 m Podobnie jak większość szlaków w Tatrach, ten odcinek również jest dostępny zimą, jednak o takim wyjściu powinni myśleć tylko najbardziej doświadczeni wspinacze. Charakterystyka szlaku Orla Perć W 1932 roku odcinek od Krzyżnego do Polany pod Wołoszynem został zamknięty przez Polskie Towarzystwo Tatrzańskie z uwagi na ochronę przyrody. Większość szlaku Orlej Perci zdominowana jest przez trawersy, a niektóre jego miejsca prowadzą granią. Znajdują się tu liczne ekspozycje, dlatego też wędrówka zdecydowanie odradzana jest osobom, mającym lęk wysokości. Orla Perć nie jest przeznaczona dla „zwykłych” turystów, o wędrówce tym szlakiem powinni myśleć tylko ludzie mający doświadczenie górskie i znający techniki wspinaczkowe. Pomimo zabezpieczenia na całej długości za pomocą drabinek, łańcuchów czy klamer, warto zastanowić się, czy naprawdę poradzimy sobie z przejściem. Oczywiście na większości etapów trasy można prawie w każdym momencie skorzystać ze szlaków dojściowych i zrezygnować z wędrówki – wyjątkiem jest odcinek od Granatów po Krzyżne, który trzeba przejść w całości. Choć przyjmuje się, że Orla Perć jest najtrudniejszym i najbardziej niebezpiecznym oznakowanym szlakiem w Tatrach, to można wskazać w tych górach trasy, które odpowiadają jej poziomem trudności. Jednak o specyfice Orlej Perci decyduje fakt, że jest to stosunkowo długi odcinek z wszystkimi wymienionymi powyżej trudnościami – pozostałe szlaki w Tatrach nie wymagają od turystów umiejętności poruszania się w trudnym terenie przez cały czas. O tym, jakich trudności dostarczała i nadal dostarcza wędrówka po Orlej Perci, świadczy fakt, że w 2007 roku dyrekcja Tatrzańskiego Parku Narodowego wprowadziła ruch jednostronny na odcinku od Zawratu do Koziego Wierchu. Taka decyzja miała na celu ułatwienie wędrówki – nie oznacza to, że teraz nie trzeba zachować rozsądku na szlaku. Orla Perć – szlak W rejon Orlej Perci można dotrzeć kilkoma popularnymi szlakami dojściowymi, z których część może stanowić samodzielny cel wycieczek. Najbardziej popularnym szlakiem dojściowym jest trasa ze schroniska „Murowaniec” na Zawrat. Należy mieć jednak na uwadze, że zdobywanie Zawratu od Hali Gąsienicowej jest zdecydowanie trudniejsze niż szlak prowadzący z Doliny Pięciu Stawów. Wędrówka na Orlą Perć możliwa jest od kilku stron, w tym od: Kasprowego Wierchu i Świnicy czerwonym szlakiem wzdłuż grani – oceniana jako trudna i eksponowana. Ułatwienia w postaci łańcuchów i klamer. Przypominamy, że aktualnie odcinek ze Świnicy jest zamknięty do odwołania (stan na Doliny Gąsienicowej ze schroniska „Murowaniec”: niebieskim szlakiem na Zawrat – trasa trudna, ubezpieczona łańcuchami; żółtym szlakiem na Kozią Przełęcz – trasa trudna z elementami wspinaczki i z ekspozycją; czarnym szlakiem, który prowadzi przez Rysę Zaruskiego i Żleb Kulczyńskiego – trasa oceniana jako trudna, z łańcuchami, klamrami i poręczami; zielonym szlakiem wyprowadzającym między Zadnią Sieczkową Przełączkę a Zadni Granat – trasa o średniej trudności; żółtym szlakiem pod sam wierzchołek Skrajnego Granatu – trasa średnio trudna; żółtym szlakiem przez dolinę Pańszczycę na Krzyżne – trasa o niewielkich trudnościach technicznych, ale za to dłuższa i dosyć żmudna; Doliny Pięciu Stawów Polskich ze schroniska: niebieskim szlakiem na Zawrat – trasa odznaczająca się niewielkimi trudnościami technicznymi; żółtym szlakiem na Kozią Przełęcz – trasa oceniana jako trudna, eksponowana, z łańcuchami i klamrami; czarnym szlakiem na Kozi Wierch – trasa o stosunkowo niewielkich trudnościach, jednakże nieco żmudna; żółtym szlakiem na Krzyżne – trasa stosunkowo długa, ale dostępna dla mniej doświadczonych turystów. Orla Perć – przebieg całej trasy Dobrymi miejscami wypadowymi do przejścia całej Orlej Perci są dwa schroniska: „Murowaniec” na Hali Gąsienicowej oraz schronisko w Dolinie Pięciu Stawów Polskich. Przejście całej trasy warto podzielić na kilka części: Zawrat – Kozia Przełęcz – ruch turystyczny na tym szlaku jest obecnie jednokierunkowy; czas przejścia: 1:20 h. Kozia Przełęcz – Kozi Wierch – ruch turystyczny na tym szlaku jest obecnie jednokierunkowy; czas przejścia: 1:30 h. Kozi Wierch – Skrajny Granat – czas przejścia: 1:35 h. Skrajny Granat – Krzyżne – w przypadku tego odcinka należy wiedzieć, że nie ma możliwości wcześniejszego zejścia ze szlaku. Czas przejścia: 2:15 h. Orla Perć – najtrudniejszy odcinek Najtrudniejszym odcinkiem Orlej Perci jest najprawdopodobniej trasa od przełęczy Zawrat do Koziego Wierchu. Przejście tym szlakiem wymaga nie tylko dużego doświadczenia i zaplecza sprzętowego, lecz także odporności psychicznej. Szlak wiedzie odcinkami, na których z jednej strony jest skalna ściana z łańcuchami, z drugiej przepaść. Poza tym kamienie są naprawdę śliskie, zwłaszcza jeśli uwzględnić fakt, że czasami nawet latem zalegają na nich resztki śniegu. Aby podnieść poziom bezpieczeństwa, jak już wspomnieliśmy powyżej, od pewnego czasu szlak ten jest jednokierunkowy – można nim podążać tylko od Zawratu. Wyjątkiem jest kilkanaście metrów, gdzie prowadzi żółty szlak z Doliny Pięciu Stawów Polskich. Na odcinku od Zawratu do Koziego Wierchu jest być może najbardziej emocjonujące miejsce na całej Orlej Perci, a mianowicie metalowa drabinka, po której należy się wspiąć. Zlokalizowana w silnie wyeksponowanym miejscu, do którego dociera się krawędzią, w okolicy Koziego Wierchu. Orla Perć zimą Przede wszystkim warto zwrócić uwagę na to, w jaki sposób planuje się przejść Orlą Perć, czy w zespole, czy też samotnie. Osobiście polecamy przejście w zespole 2-3-osobowym, najlepiej, jeśli wszyscy mają podobną kondycję fizyczną i znają się nawzajem (oraz sobie ufają). Oczywiście można również spróbować przejścia samotnego, stosując metody autoasekuracji, jednak taką metodę polecamy tylko bardzo doświadczonym wspinaczom, którzy radzą sobie w warunkach zimowych. Wreszcie, trzeba mieć na uwadze to, jak się prezentuje Orla Perć nawet latem. Część odcinków to przejścia, gdzie po oby dwóch stronach trasa jest wystawiona na ekspozycję, poza tym na szlaku występują niestabilne kamienie. Zimą jest tylko gorzej – wszystko jest przykryte grubą warstwą śniegu i lodu, więc tak naprawdę z każdym krokiem trzeba zgadywać, jak wygląda podłoże pod białym puchem. Dlatego, gdy trafi się na pogorszenie pogody, wtedy najlepiej zawrócić i odłożyć ambicję przejścia Orlej Perci na inną okazję. Do wszystkiego, co wymieniliśmy powyżej, dochodzi kwestia przygotowania pod kątem umiejętności. Naszym zdaniem wręcz wymagane jest ukończenie kursu taternickiego lub przynajmniej kursu turystyki wysokogórskiej. Dzięki niemu każdy nauczy się podstaw poruszania w trudnym terenie, zastosowania liny, budowania stanowisk, czy też asekuracji lotnej. Dobrze również, by wyjście zimą na Orlą Perć nie było pierwszym doświadczeniem tego typu, dobrze nabyć umiejętności w skałkach i na kursie skałkowym. Reasumując, Orla Perć zimą stawia przed turystami szczególne wymagania. Konieczna jest duża dawka umiejętności i doświadczenia w wędrowaniu w podobnych warunkach oraz odpowiednie zaplecze sprzętowe i umiejętność posługiwania się sprzętem wspinaczkowym. Przed wyruszeniem na szlak należy zapoznać się z prognozowanymi warunkami pogodowymi i sprawdzić ostrzeżenia lawinowe. Orla Perć – czas przejścia Pytaniem, które zadaje sobie wielu ludzi przed wyprawą na Orlą Perć, jest to, jaki jest czas przejścia trasy. Jak to często bywa, odpowiedź jest bardzo niejednoznaczna. Trzeba tutaj bowiem uwzględnić warunki pogodowe czy kondycję turysty. Według informacji podawanych przez większość źródeł czas przejścia waha się pomiędzy 6-7 godzin. Nie należy jednak spieszyć się, gdy zegarek pokaże nam 7:05. Ci, którzy wybierają się zimą, mogą śmiało zastosować mnożnik x1,5. Śnieg i lód skutecznie spowalniają turystów w warunkach beskidzkich, więc tym bardziej na Orlej Perci. Pamiętajmy, że bezpieczeństwo jest najważniejsze, a sama wyprawa ma być dla przede wszystkim pozytywną przygodą. Wypadki śmiertelne na Orlej Perci W ciągu ostatnich lat widać rosnące zainteresowanie Orlą Percią. Niestety, często nie przekłada się to na odpowiednie przygotowanie do wędrówki. Dlatego też coraz częściej można spotkać się z turystami bez odpowiedniego ekwipunku lub, co gorsza, bez wiedzy na temat ryzyka, jakie niesie za sobą wspinaczka i trudności na szlaku. Problemem jest również brak przygotowania kondycyjnego i przecenienie własnych możliwości. Od momentu powstania Orlej Perci do roku 2004 na szlaku doszło do 86 wypadków śmiertelnych. W latach 1995-2004 wypadki, które miały miejsce na Orlej Perci, stanowiły aż 5% ogólnej liczby wypadków w Tatrach, a wypadki śmiertelne aż 15%. Pod względem ryzyka dla turystów, najbardziej niebezpiecznymi odcinkami szlaku Orlej Perci są okolice Zawratu i Koziej Przełęczy. Do najczęstszych przyczyn wypadków w latach 1995-2004 można zaliczyć: poślizgnięcie się na śniegu; poślizgnięcie na mokrych lub śliskich skałach; zabłądzenie; lawinę; uderzenie spadającymi kamieniami i zasłabnięcie; zachowanie; inne czynniki. Zdaniem ratowników górskich, ogólnymi przyczynami śmierci na Orlej Perci były braki kondycyjne, niewłaściwe zaplanowanie wędrówki, nadmierna wiara we własne możliwości, zignorowanie warunków pogodowych lub brak ich wcześniejszego uwzględnienia, a także nieodpowiednie przygotowanie sprzętowe. CZYTAJ TAKŻE: Kurs taternicki czyli jak zostać taternikiem Orla Perć na Nowy Rok. Fotoreportaż z zimowej wspinaczki w Tatrach Jak rozpoznać gwałtowną zmianę pogody? Łatwe trasy w Tatrach – najlepsze propozycje na rodzinne górskie wycieczki Sprzęt potrzebny podczas wspinaczki na Orlą Perć Jak wspomnieliśmy powyżej, jednym z czynników wpływających na wypadki w Tatrach, w tym na Orlej Perci, jest nieodpowiednie przygotowanie sprzętowe. Orla Perć jest szlakiem trudnym i bardzo wymagającym, dlatego odpowiednia odzież i sprzęt turystyczny to coś, o czym powinien pomyśleć każdy przed wyjazdem w Tatry. Ze względu na charakter wędrówki, wskazany jest wybór sprzętu dobrej jakości, który nie zawiedzie turysty podczas wyprawy. Wybierając się w trasę Orlej Perci, zalecamy zabrać ze sobą: kask wspinaczkowy – powinien znaleźć się w wyposażeniu każdego wspinacza wybierającego się na Orlą Perć. Profesjonalny kask wspinaczkowy chroni głowę przed uderzeniem czy urazem, jednocześnie amortyzuje ją podczas ewentualnego upadku. Tym, co wyróżnia dobrej jakości sprzęt, jest wysoka jakość materiałów i odporność na ewentualne uszkodzenia; buty trekkingowe – Jest to podstawa każdego ubioru w góry. Powinny być wykonane z wytrzymałego i odpornego na uszkodzenia zewnętrzne materiału oraz zapewniać odpowiednią amortyzację dzięki specjalnie zaprojektowanej i elastycznej podeszwie. Warte rozważnie będą buty podejściowe, łączące w sobie cechy obuwia trekkingowego z przyczepnością butów przeznaczonych do wspinaczki. Wyruszając w góry w lecie, należy zwrócić uwagę na wodoodporny i przewiewny materiał. W przypadku wypraw zimowych dobrze wybrać model wyposażony w dodatkową wyściółkę, która zapewni ciepło, ale też pozwoli odprowadzić nadmiar wilgoci; kurtkę przeciwdeszczową – osobiście nie wyobrażamy sobie wypadu w góry bez kurtki przeciwdeszczowej w plecaku; wytrzymałe spodnie górskie – wybierając się na Orlą Perć, warto zabrać spodnie, które wytrzymają przypadkowy kontakt ze skałą. Dlatego ważne, by materiał był wytrzymały, opcjonalnie by spodnie miały dodatkowe wzmocnienia na kolanach i pośladkach; bieliznę termoaktywną – jest to element ubioru, który ze względu na bezpośredni kontakt ze skórą powinien być dobrany w odpowiedni sposób. Odpowiednia bielizna termoaktywna z jednej strony odprowadza wilgoć produkowaną przez ciało, z drugiej pozwala zachować właściwą termoregulację organizmu; drugą warstwę odzieży – bez względu na porę roku, każdy powinien spakować (lub założyć) polar, softshell lub inną warstwę chroniącą przed utratą ciepła; czapkę – w zależności od pory roku, warto zabrać czapkę z daszkiem lub czapkę chroniącą przed zimnem; chustę – w Tatrach nawet latem bywa wietrznie i chłodno, dlatego należy zabrać ze sobą chustę w celu ochrony szyi czy głowy; rękawiczki wspinaczkowe – na Orlej Perci trzeba również pomyśleć o rękawiczkach, które ochronią dłonie przed obtarciami oraz poprawią chwyt w skałach; plecak górski – element oczywisty, jednak nie wszyscy zdają sobie sprawę z faktu, że plecak plecakowi nierówny. Wybierając model na bardziej wymagającą wędrówkę, najlepiej postawić na ofertę znanych producentów, np. takich jak Deuter, The North Face, Pinguin czy Jack Wolfskin. Tego rodzaju plecaki wyróżniają się przede wszystkim lepszą jakością wykonania, a co za tym idzie, również wytrzymałością. Poza tym bardziej zaawansowane modele są wyposażone w szereg udogodnień – usztywniany i regulowany system nośny, wygodny pas biodrowy, pasy troczące, kieszeń typu camelback, czy też boczne kieszenie; bukłak typu camelback – przewagą systemu hydracyjnego nad zwykłą butelką jest to, że nie trzeba ściągać plecaka, by ugasić pragnienie. Jeśli uwzględnić stopień trudności Orlej Perci, jest wręcz wskazane, by korzystać z takiego rozwiązania; termos z gorącą herbatą – niezależnie od tego, czy korzystamy z camelbacka, czy ze zwykłej butelki, termos z gorącą herbatą to absolutny must have; przekąski – przeciętny człowiek potrzebuje około 2000 kalorii dziennie. Należy jednak pamiętać, że w górach każdy znacznie szybciej traci energię, a jej niedobór może być niebezpieczny; mapę Tatr i kompas – zapewne dla wielu to oczywisty punkt, jednak trzeba wspomnieć, że nikt nie powinien wybierać się w góry bez mapy i kompasu. Oczywiście można pobrać aplikację z mapą, jednak warto mieć na uwadze, że elektronika bywa zawodna; telefon, powerbank – jeśli już mowa o elektronice to przed każdym wyjściem w góry każdy powinien sprawdzić, czy ma naładowaną baterię w telefonie. Dobrym pomysłem jest zabranie powerbanka; czołówkę – jest to drobiazg, jednak może uratować życie. W górach ciemność zapada szybciej niż na równinach, poza tym czołówka może również sygnalizować innym nasze położenie; numery służb ratunkowych, aplikację „Ratunek” – wybierając się na wędrówkę, należy zainstalować aplikację „Ratunek”, służącą do kontaktu ze służbami ratowniczymi w górach (TOPR) i GOPR) i na pozostałym obszarze kraju (WOPR, MOPR, inne służby ratownicze). Numery ratunkowe GOPR/TOPR to 601 100 300 i 985; numer osoby pierwszego kontaktu – chcąc się zabezpieczyć przed najgorszym, warto zapisać w telefonie numer osoby pierwszego kontaktu, czyli (In case of emergency). Jest to numer, pod który zadzwonią każde służby ratunkowe, gdy znajdą przy Tobie telefon; ubezpieczenie górskie – o ile w Polsce akcje górskie są darmowe, to jednak na Słowacji potrafią naprawdę dużo kosztować; apteczkę turystyczną – chyba najważniejsza rzecz w plecaku. Bez apteczki nie ryzykuj wyjścia w góry, a już zwłaszcza na odcinek o takim stopniu trudności jak Orla Perć; Orla Perć jest dostępna również zimą, jednak wtedy wyprawa wymaga nie tylko odpowiedniego wyposażenia, ale i znacznego doświadczenia w poruszaniu się w skale, lodzie i śniegu w terenie wysokogórskim, znajomości podstaw asekuracji oraz umiejętności chodzenia w rakach i posługiwania się czekanem. Dlatego zimą istotny jest odpowiedni sprzęt do wędrówki w oblodzonym terenie. Czekan i raki wspinaczkowe to obok kasku, podstawowe elementy ekwipunku na zimową wyprawę na Orlą Perć. Warto też mieć ze sobą uprząż wspinaczkową (przynajmniej dolną), linę wspinaczkową (co najmniej 25-30 metrów), 2-3 pętle oraz kilka karabinków wspinaczkowych, tak aby trudne, eksponowane i zalodzone miejsca przekraczać z asekuracją drugiej osoby. Jako uzupełnienie wyposażenia na taką wyprawę warto zabrać ze sobą ogrzewacze do dłoni i stóp. Zdjęcia: Foty Jacek BoguckiZdjęcie tytułowe: jarekgrafik
Orla Perć pochłonęła wiele ofiar, ale dostarcza też wspaniałych przeżyć Równo sto lat temu, w 1906 r., ks. Walenty Gadowski wraz z Klimkiem Bachledą wymalowali na Zawracie ostatnie czerwone znaki kończące szlak turystyczny wiodący przez grzbiet Wołoszyna, Buczynowe Turnie, Granaty i Kozie Wierchy. W ten sposób dobiegły do pomyślnego finału prace nad stworzeniem Orlej Perci. Przez trzy lata ksiądz i zatrudnieni przez niego górale, idąc od Wodogrzmotów Mickiewicza, malowali znaki, rąbali stopnie, zakładali klamry i łańcuchy. Ks. Gadowski żył długo, w 1952 r., cztery lata przed śmiercią, jako stateczny 91-latek wszedł w towarzystwie kleryków na Zawrat, gdzie tłum turystów, który rozpoznał dobrodzieja po koloratce, przywitał go oklaskami w dowód uznania dla kondycji leciwego kapłana. Orla Perć prowadzi dziś tylko od przełęczy Krzyżne (Wołoszyn to ścisły rezerwat zamknięty dla turystów), za to często zalicza się do niej i Świnicę. “Podobłoczny ten szlak wspina się na strome zręby licznych turni, nad przepaściami, a dzięki pomocy umieszczonych w trudniejszych miejscach ubezpieczeń, pozwala pokonać wiele nieprzebytych na pozór ścian i kominów”, pisze Tadeusz Zwoliński w przewodniku sprzed 55 lat. Słowa aktualne do dziś, ale ruch na tych ścianach i w kominach jest teraz czterokrotnie większy. To w dużej mierze właśnie za sprawą tłumów przewalających się tą podniebną trasą, na Orlą Perć i drogi dojścia do niej przypada lwia część wypadków zdarzających się latem w naszych Tatrach. Zwyczajny tydzień Miesiąc temu, 22 czerwca, z Granatów na Krzyżne idzie dwoje turystów z Węgier. W rejonie przełęczy Pościel Jasińskiego (od nazwiska kłusownika z Poronina, który zabłądził tam, nocował, wreszcie spadł w przepaść i zginął) kobieta traci równowagę na starym śniegu i leci 200 m do doliny Pańszczycy. Zszokowany partner przez telefon błędnie zawiadamia TOPR, że jego towarzyszka spadła do Buczynowej Dolinki (czyli na drugą stronę Orlej Perci) i rusza w dół, by jej pomóc. Wkrótce sam osuwa się stromym żlebem. Jest pokaleczony i poobijany, ale rany nie są groźne dla życia. Tymczasem śmigłowiec przeszukuje obie strony grani, wreszcie znajduje turystkę. Ratownicy zjeżdżają z pokładu na linach, znoszą ją na miejsce dogodniejsze do lądowania. Obrażenia są jednak ciężkie, kobieta umiera w zakopiańskim szpitalu. Tego samego dnia dwie dziewczyny schodzą Zawratem z Orlej Perci na Halę Gąsienicową. W złych butach, z przemoczonymi nogami, grzęzną w stromych śniegach. Wyczerpane boją się zrobić choćby krok. Dzięki komórkom, nieocenionym, gdy trzeba wezwać pomoc, ratownicy docierają do nich na tyle szybko, że chronią je przed noclegiem pod gołym niebem. Dwa dni później na trasie ze Świnicy na Zawrat turystka zsuwa się po śniegu i leci na stronę Pięciu Stawów. Szybki desant ratowników ze śmigłowca, pierwsza pomoc, zniesienie rannej na noszach w teren nadający się do lądowania, transport do szpitala. – Turystka może mówić o ogromnym szczęściu. Mimo prawie 150 m upadku po skałach i śniegu, doznała tylko niegroźnych otarć i potłuczeń – ocenia Adam Marasek, zastępca naczelnika TOPR. Po trzech kolejnych dniach z Zawratu spada turystka z Niemiec. Ciężko potłuczoną, z poranioną głową, zabiera śmigłowiec. Następny dzień – upadek kobiety z Koziej Przełęczy do Koziej Dolinki. Złamanie nogi, śmigłowiec, szpital. Dzień później – kolejna dziewczyna zlatuje po śniegu między Świnicą a Zawratem i trafia do szpitala. Lęk odbiera siły To był zapis tylko jednego tygodnia na Orlej Perci. Dużym utrudnieniem dla turystów jest letni śnieg, który często przykrywa łańcuchy ubezpieczające. Nawet teraz, w drugiej połowie lipca, ostrzegają przed tym komunikaty Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. W sierpniu 2005 r. turystka pośliznęła się na Granackiej Przełęczy i zleciała do Pańszczycy. Otwarte złamania, rany głowy, wykrwawienie – na szczęście szybki transport śmigłowcem ratuje jej życie. W 1998 r., w czerwcu, grupa turystów telefonuje do TOPR, że ich koleżanka usiadła, by odpocząć, przechyliła się i poleciała w przepaść. Ratownicy zaczynają poszukiwania, wieczorem w Buczynowej znajdują zwłoki. Turystka, siadając, na moment puściła łańcuch. Na przepaścistej grani plecak, nawet niezbyt ciężki, łatwo pozbawił ją równowagi i spadła z wysokości 200 m. Utrata równowagi, pośliźnięcie, potknięcie, zejście ze szlaku – wszystko to przytrafia się turystom w całych Tatrach, ale na Orlej Perci znacznie częściej ma fatalne skutki. Starzy ratownicy do dziś pamiętają lipcowy tydzień, 40 lat temu, w 1966 r. Najpierw turysta pośliznął się i runął 300 m z Granackiej Przełęczy do Pańszczycy. Parę dni potem, też do Pańszczycy, spadł z Małej Buczynowej Turni 14-letni uczeń. Z tej doliny przez lata ratownicy znieśli już dziesiątki ciał. W lipcu 1980 r. turysta pośliznął się na Granackiej Przełęczy i zjeżdżając po śniegu, potrącił mężczyznę. Obaj runęli żlebem do Pańszczycy. Jeden zginął, drugi, ciężko ranny, cudem ocalał. W 1998 r. tuż obok wspinaczy pokonujących ścianę Zadniego Granatu przeleciał mężczyzna. Gdy ciało zniesiono z gór, żona relacjonowała, że po prostu pośliznął się i po chwili zniknął jej z oczu. Takie wypadki są typowe dla Orlej Perci, bo z nadzwyczaj stromych, wysokich ścian jest gdzie spadać. Szlak jest bardzo eksponowany, często stawia się nogi na nikłych półkach skalnych lub na klamrach, mając pod sobą kilkadziesiąt metrów powietrza. Świadomość, że obsunięcie się stopy lub wypuszczenie łańcucha z ręki może oznaczać śmiertelny wypadek, odbiera pewność ruchów. Takie miejsca jak niemal pionowe podejście na Kozie Czuby czy drabinka do Koziej Przełęczy, kończąca się nad przepaścią przy gładkich ścianach, wymagają bądź braku lęku wysokości, bądź (częściej) wmówienia sobie, że go nie odczuwamy. Granie szczytowe są wąskie, po obu stronach ograniczone parusetmetrowymi ścianami. Zdarzają się nieprzyjemne miejsca bez zabezpieczeń, które trzeba pokonać, wiedząc, że utrata równowagi grozi stoczeniem się w niewidoczną przepaść podcinającą dość łagodne zbocze. W październiku w podobnym miejscu Orlej Perci, na Koziej Przełęczy Wyżniej, 21-letni turysta stracił równowagę i na oczach kolegów zsunął się w stronę Dolinki Pustej. Nie miał szans, stok kończył się stumetrową przepaścią. Kilka tygodni wcześniej, niemal w ten sam sposób, z tego samego miejsca spadła kobieta. Niestety, skutek również był identyczny. Pułapka ciągle czeka Cała Orla Perć z wyjątkiem rejonu Buczynowej Turniczki (2060 m) przebiega powyżej 2100 m kulminacja to Świnica (2301 m) i Kozi Wierch (2291 m). Dla części turystów kilkugodzinny pobyt na tej wysokości jest już odczuwalny, szybciej się męczą, serce wali, oddech staje się płytki. – Na tym szlaku nigdy nie ma dosyć uwagi. To jedna z najbardziej “honornych” tras turystycznych. Zdarzało się, że wieczorami kończyłem jakieś drogi wspinaczkowe właśnie na Orlej Perci. Zejścia bywały bardzo trudne, musieliśmy uważać na każdy krok – mówi Michał Jagiełło, dyrektor Biblioteki Narodowej, ratownik, taternik i pisarz. Orla Perć wyczerpuje fizycznie i psychicznie, jeden fałszywy krok grozi nieszczęściem. Na zboczu Niebieskiej Turni uprzejmy turysta starszej daty odchylił się w bok, by zrobić miejsce kobietom idącym z przeciwka. Poleciał w przepaść i zginął. W pobliżu tego miejsca zagorzały fotoamator zszedł kilka metrów ze szlaku, chcąc zrobić efektowne ujęcie Niebieskiej Przełęczy. Upadek, ciężkie potłuczenia, urazy miednicy i klatki piersiowej. Gdy więc nareszcie, tak jak w okolicach Granatów i Buczynowych Turni, pojawiają się łagodniejsze zbocza, to choć wiemy przecież, że trzeba uważać na znaki, zdarza się, iż zamiast zygzakującego, skalistego, bezlitosnego dla zmęczonych nóg szlaku wybierzemy pochyłe trawniki. Są gładkie, dogodniej sprowadzają z góry – ale upadek na tych śliskich trawkach oznacza coraz szybsze zsuwanie się w dół i wreszcie lot w przepaść. Tak jak zdarzyło się to w październiku na Małej Buczynowej Turni turyście, który szczęśliwie zatrzymał się nad progiem skalnym. Ratownik zjechał na linie z wiszącego śmigłowca i wciągnął rannego na pokład. Częściej szczęścia niestety brakuje. 95 lat temu w sierpniu Jan Drege wraz z dwiema siostrami postanowił zejść z Granatów do Gąsienicowej żlebem, któremu później nadano jego nazwisko. Gdy zaczęło się robić stromo, siostry zostały (by następnego dnia wrócić do czerwonych znaków i ocalić życie), on nadal szedł w dół, wreszcie runął z ponadstumetrowego progu. Żleb Drege’a, określany w przewodnikach jako “śmiertelnie groźny”, stanowi przemyślną pułapkę, bo w którymś momencie staje się zbyt stromy, by można było wrócić drogą, którą się pokonało. Pozostaje więc tylko marsz na dół – zwłaszcza że kosówki nad Czarnym Stawem są coraz bliżej, a w dół wciąż jakoś daje się zsuwać i lądować na kolejnych półeczkach. Do czasu. Trzy lata po śmierci Drege’a w żleb znowu weszła trójka turystów, brat, siostra i jej koleżanka. Scenariusz się powtórzył z tą różnicą, że tym razem to znajoma rodzeństwa ruszyła w dół i rozbiła się o piargi. Brat z siostrą byli już za nisko i nie mogli wrócić na Orlą Perć. Spędzili w żlebie pięć dni i nocy, wołając o pomoc. Turyści wędrujący nad Czarnym Stawem widzieli ich i słyszeli, nawet odpowiadali okrzykami, ale nie przyszło im do głowy, że tych dwoje ludzi w żlebie umiera. W końcu skrajnie wyczerpane rodzeństwo zaczęło schodzić. Brat runął w przepaść, na półce skalnej nad przewieszką została samotna kobieta, półprzytomna z głodu i przerażenia. Ratownicy z Mariuszem Zaruskim zjechali do niej na linach szóstej nocy, której pewnie już by nie przetrzymała. Śmiertelne wypadki w tym miejscu zdarzały się przez lata. W 1999 r. w lipcu podczas burzy kolejna trójka turystów, mężczyzna i dwie kobiety, chcąc jak najszybciej dotrzeć do schroniska, zaczęła schodzić żlebem Drege’a. Tym razem jednak w porę zrozumieli, że grozi im śmierć, pułapka się nie zamknęła, zatrzymali się, skorzystali z komórek. Ratownicy dotarli do nich następnego dnia. O jedną wyprawę za dużo Na wysokości 2000 m łatwo o załamanie pogody. Wyprawa z dreszczykiem zamienia się wtedy w rozpaczliwą walkę o życie na śliskich skałach. 20 lat temu w styczniu 1986 r. z Murowańca na Granaty ruszyło czterech młodych taterników, którzy tego samego dnia przyjechali nocnym pociągiem z Warszawy. Nie chcieli przenocować w schronisku i pójść w góry następnego ranka. Ale po południu, gdy byli już wysoko, spadła temperatura, wicher i zamieć odbierały siły. Doszło do tego zmęczenie nocną podróżą i wędrówką. Postanowili się wycofać, niestety dwóch z tej czwórki zmarło z wyczerpania. Jednym z nich był mój młodszy kolega, Tadek, z którym pięć lat wcześniej kończyłem kurs skałkowy. W jednym zespole uczyliśmy się wtedy wspinać. Tadek był silnym i spokojnym taternikiem, nie mogłem uwierzyć, że zginął w taki sposób. Zostawił młodą żonę, Urszulę, poznaną na tym samym kursie wspinaczkowym, i trzymiesięcznego synka. – Byłam karmiącą matką, nie pojechałam więc z Tadkiem w góry. Milicja przyszła do domu i powiedziała, co się stało – mówi dziś Ula. Potem już się nie wspinała, udało się jej też uchronić przed tym syna… Tę tragedię opisał Michał Jagiełło w swym “Wołaniu z gór”. “Dwóch młodych ludzi umarło tej nocy: jeden w pobliżu schroniska, drugi w ścianie. Czy tak właśnie musiało się stać?”, pyta Jagiełło. Śpiesz się powoli Miłośnicy Tatr stale dyskutują, który szlak turystyczny z “kanonicznej trójki” jest najtrudniejszy. Rysy, wiadomo, najwyższe, ponad 2500 m (ze szczytowym triangułem); Przełęcz pod Chłopkiem (2307 m) – w niektórych miejscach bardzo wymagająca technicznie. Orla Perć jest jednak najbardziej eksponowana, suma wejść i zejść daje największe nagromadzenie trudności, wymagające dużej wytrzymałości fizycznej i psychicznej. Wreszcie jest to jedyny z tych trzech szlaków, którego nie można pokonać w ciągu jednego dnia. Samo osiągnięcie Orlej Perci np. od Krzyżnego wymaga prawie czterech godzin marszu z Hali Gąsienicowej. Krócej trwa podejście z Gąsienicowej na Zawrat, ok. trzech godzin. Ale do Gąsienicowej też trzeba dojść, co z Kuźnic zajmuje prawie dwie godziny. Najlepiej więc wjechać na Kasprowy (latem jakieś dwie godziny stania w kolejce do kolejki i niespełna pół godziny jazdy), skąd w dwie i pół godziny dotrzemy na Świnicę. Pamiętajmy, by zabrać rękawiczki (przydatne na łańcuchach) i oczywiście wodę, bo na Orlej Perci nie ma strumyków, a śnieg pakowany do butelek na wysokości ponad 2100 m topi się nieznośnie wolno. Czasy przejścia Orlej Perci podawane w przewodnikach są różne (ze Świnicy na Krzyżne 8-9 godzin, z powrotem o 15-20 minut dłużej). Wbrew temu, co deklarują ich autorzy, nie odnoszą się one jednak do możliwości przeciętnego turysty, lecz odpowiadają szybkości wysportowanego mężczyzny, który idzie pewnie, bez lęku i wahań, w piękną pogodę, po suchej skale. I w dodatku nie odpoczywa na szlaku oraz nie stoi w kolejce do klamer i łańcuchów, co przy trudniejszych kominach na Orlej Perci jest nagminne. Czyli czasy te mają mało wspólnego z rzeczywistością. Tak naprawdę konia z rzędem temu, komu przejście Orlej Perci zajmie mniej niż 11 godzin. Zwłaszcza gdy bezpiecznie chce się pokonać jej najtrudniejszy odcinek, od Skrajnego Granatu po Krzyżne, z którego nie ma jak zejść przed końcem drogi i trzeba zacząć go do godz. 16, jeśli się chce wyjść z gór przed nocą. “Ta część Orlej Perci należy chyba do najtrudniejszych odcinków całej trasy. Kruchość terenu powoduje, że po każdej ulewie ten podniebny szlak jest częściowo zniszczony, znikają pracowicie układane stopnie. Ubezpieczona łańcuchami i klamrami perć kluczy w dużej ekspozycji i prowadzi terenem – zdawałoby się – zbyt trudnym jak na możliwości turysty”, czytamy w “Wołaniu z gór”. Poza wszystkim trudno przejść Orlą Perć, nie kładąc się na szczycie Zamarłej Turni i nie wystawiając głowy nad 140-metrowe urwisko, gdzie wspinają się taternicy. Trudno nie sprawdzić, czy podparty zapałkami potężny głaz na Zmarzłej Przełęczy będzie się chwiał, czy też nadal wytrzyma nacisk naszego ramienia. Trudno nie podziwiać ze szczytu Koziego Wierchu helikoptera, kręcącego się 100 m pod nami nad Zawratem lub bez chwili zastanowienia zrobić krok nad niezgłębioną przepaścią na Granatach. A to wszystko zajmuje czas. Orla Perć nie jest łatwa, ale nie przesadzajmy. W ubiegłym roku widziałem tam mocno starszą panią z laseczką, oczywiście w dobrych butach, podtrzymywaną chwilami przez wnuka, który przy łańcuchach odbierał od niej tę laseczkę. Szła Czarnymi Ścianami niespiesznie, acz pewnie. Więc jednak można. Jak wezwać pomoc w górach Jeśli potrzebujemy pomocy TOPR, dzwońmy pod numery: 0-601-100-300 lub (18) 206-34-44 Wołanie o pomoc stanowią też jakiekolwiek znaki: świetlne, głosowe czy np. machanie kurtką, dawane sześć razy na minutę. Potwierdzeniem, że nasze sygnały zostały zrozumiane lub że my zrozumieliśmy innych, są znaki dawane trzy razy na minutę. Podobne wpisy
krok nad przepaścią orla perć